Zamieć stulecia. Megakorek na drodze do Chicago [ZDJĘCIA]

Sceny jak z filmu katastroficznego rozgrywały się wczoraj na słynnej w USA autostradzie Lake Shore Drive. Tym razem gniew natury nie objawił się w postaci monstrualnych fal, czy trzęsienia ziemi, ale drobnych płatków śniegu. W bardzo dużej ilości.

- Przeszłam może z 50 metrów, śnieg po prostu zasypywał mi twarz. Obracałam się dookoła, ale nie widziałam nawet najbliższych samochodów. Przez moment wydawało mi się, że tam zginę - mówi Lindsay Wilson.

Kobieta była jedną z pasażerek autobusu unieruchomionego przez śnieżycę. Ludzie czekali na pomoc od kilku godzin. Nikt nie wiedział, na jakim odcinku autostrady są dokładnie. W środku panował chłód, a przez oblodzone okna nie można było nic zobaczyć. W pewnym momencie grupa pasażerów postanowiła wyjść i poszukać pomocy.

W zimowej pułapce

Razem z nimi na drodze utknęło kilka setek innych osób. Prawdziwą skalę zamieci można było ocenić dopiero nad ranem: trzy pasy ruchu, auta stoją jedno obok drugiego, jak na stopklatce uchwyconej w godzinach szczytu. Większość z nich zasypana do wysokości okien, niektóre wciąż migają na pomarańczowo światłami awaryjnymi. W ciszy, zza otwartych drzwi jednego z autobusów dobiega słaby dźwięk radia.

Jak oceniają władze Chicago, wczorajsza śnieżyca była najpotężniejszą w historii miasta. Na Lake Shore Road zostało unieruchomionych ponad 1500 pojazdów, do akcji ratunkowej i ewakuacji ich pasażerów wysłano 130 strażaków oraz 100 policjantów, w tym część na skuterach śnieżnych. Odśnieżanie rozpoczęto z pomocą buldożerów.

Zasypani po dach. Zobacz zdjęcia >>>

Więcej o: