Nauczycielka chciała, żeby dziecko przyniosło do szkoły klej w sztyfcie. Odpowiedź matki? Dosadna

Na grupie "Nasze dzieci nie chodzą na religię" pojawił się wpis jednej z mam. Zamieściła w nim swoją odpowiedź na prośbę nauczycielki o przyniesienie do szkoły kleju.

Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nasze dzieci otrzymują na start zakupioną przez nas tzw. wyprawkę szkolną. Długopisy, zeszyty, kredki, flamastry czy cyrkiel. Gdy nauczycielka z Warszawy zapisała w zeszycie uczennicy prośbę o przyniesienie kleju, raczej się nie spodziewała, że mamie dziewczynki bardzo się to nie spodoba. 

"Proszę o klej w sztyfcie" - napisała 20 października nauczycielka w dzienniczku ucznia. Pod tą prośbą pojawiła się karteczka z wiadomością od mamy dziewczynki:

m.st. Warszawa w roku 2016 wydało 6 000 000 PLN na religijną imprezę jednego wybranego przez siebie związku wyznaniowego w innym mieście. Skoro samorząd warszawski ma pieniądze na ŚDM w Krakowie, wierzę w to, że znajdzie też parę złotych na zakup kleju w sztyfcie dla Małej Warszawianki, jestem gotowa podpisać się pod wnioskiem szkoły do samorządu o przekazanie pieniędzy na ten cel. 

Prośba nauczycielki o klej i odpowiedź mamy ucznia
Fot. Facebook/Nasze dzieci nie chodzą na religię

Pod zdjęciem pojawiły się różne komentarze. Zarówno te przychylne mamie:

Rewelacja! Brawo!

Jak i te, które nie widzą problemu w zakupie niedrogiego kleju:

Mam wrażenie że przyszła moda na prześciganie się we wspaniałych odpowiedziach dla Pań nauczycielek. Z tego co pamiętam to kupno materiałów biurowych było zawsze obowiązkiem rodzica. Nie bardzo rozumiem ta odpowiedź.

Mama uczennicy napisała w tej sprawie nawet do Ministerstwa Edukacji Narodowej i otrzymała taką odpowiedź:

Szanowna Pani,
odpowiadając na pytanie skierowane drogą elektroniczną do Ministerstwa Edukacji Narodowej, uprzejmie wyjaśniam, że nauka w przedszkolach i szkołach publicznych jest bezpłatna. Zasada ta została wyrażona na poziomie ustawy zasadniczej, i jako taka - nie podlega wykładni (interpretacji).[1] Powyższe oznacza, że przedszkole publiczne (i żaden z jego organów wewnętrznych np. dyrektor) - nie ma upoważnienia (prawnego, faktycznego) do ustanawiania jakichkolwiek obowiązkowych opłat dla potrzeb realizacji zadań oświatowo-wychowawczych.

Zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy Prawo oświatowe, do zadań organu prowadzącego należy m.in.:
- zapewnienie warunków działania przedszkola, w tym bezpiecznych
i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki;
- wykonywanie remontów obiektów przedszkolnych oraz zadań inwestycyjnych w tym zakresie;
- wyposażenie przedszkola w pomoce dydaktyczne i sprzęt niezbędny do pełnej realizacji programów nauczania, programów wychowawczych oraz wykonywania innych zadań statutowych.

Te same przepisy stosuje się do oddziału przedszkolnego w publicznej szkole podstawowej. Zgodnie z przepisami prawa oświatowego przedszkole nie może pobierać od rodziców innych opłat niż ustalone przez organ prowadzący za korzystanie
z wychowania przedszkolnego w czasie wykraczającym poza ustalony czas bezpłatnego nauczania, wychowania i opieki (nie krótszy niż 5 godzin dziennie)[2] oraz za wyżywienie. W przypadku dzieci 6-letnich (realizujących obowiązek rocznego przygotowania przedszkolnego), rodzice ponoszą opłaty wyłącznie za wyżywienie.

Zatem pobieranie dodatkowych opłat na zakup tzw. "wyprawki" jest niezgodne z prawem. Nad przestrzeganiem prawa oświatowego czuwa właściwy kurator oświaty.

Z poważaniem
Katarzyna Koszewska
Dyrektor
Departament Kształcenia Ogólnego

Z odpowiedzi Ministerstwa wynika, że rodzice nie są zobowiązani do zakupu pomocy dydaktycznych. Edukacja w szkole jest bezpłatna i to na placówce szkolnej leży obowiązek ich finansowania. 

Macie uwagi do powyższego zagadnienia? Piszcie do nas: metrowarszawa@agora.pl