Historyjka o pilocie z czasów I wojny uratowała mu życie

Vince Hagedorn, pilot samolotu G-VINH wleciał prosto w drzewo by uratować się przed katastrofą. Inspiracją dla pomysłowego manewru były opowiadania o Bigglesie, brytyjskim pilocie walczącym podczas I wojny światowej.

 

Jak twierdzi Hagedorn, żyje tylko za sprawą W. E. Johnsa, kreatora postaci Bigglesa.

 

Leciał właśnie do córki w Findhorn, gdy w wyniku znacznego pogorszenia warunków pogodowych, jego samolot nagle odmówił mu posłuszeństwa.

 

Już miało dojść do tragedii, ale w porę przypomniał sobie jak bohater jego ulubionej historyjki, wyszedł z podobnych tarapatów.

 

- Pewnego razu samolot Bigglesa został zestrzelony. Nie mógł wrócić na lotnisko więc postanowił ukryć się w pobliskim lesie. Gdy doleciał do drzewa, pociągnął drążek i osiadł na jednym z nich - opowiada pilot - i ja postanowiłem zrobić dokładnie to samo.

 

Z odrobiną szczęścia udało mu się wylądować w konarach jednego z drzew przy piętnastym dołku na polu golfowym w Dundee. Czekał około godziny, nim strażakom udało się wyciągnąć go z potrzasku. Z niewielkimi obrażeniami przetransportowano go do szpitala.

 

Golfiści pochwalili Hagedorna za to, że uniknął zderzenia z pobliskimi zabudowaniami. - To niesamowite szczęście. Pilot nie tylko uratował swoje życie, ale nie dopuścił do katastrofy - powiedział jeden z nich.

 

POLECAMY:

Najlepsza praca świata: znowu szukają kandydatów 

Putin i Miedwiediew w nowym wcieleniu. Poznajesz? [ZDJĘCIA] 

Mnożenie właśnie stało się prostsze. Emeryt znalazł metodę

 

Więcej o: