Znaki drogowe... powodują wypadki

Bo odwracają uwagę kierowców.

Kierowcy są po prostu bombardowani przez znaki drogowe, które tak naprawdę o niczym nie informują - twierdzą przedstawiciele organizacji Plain English Campaign ( PEC, w wolnym tłumaczeniu ''Kampania na rzecz jasnego angielskiego'').

 

Powtarzające się ograniczenie prędkości, liczne ostrzeżenia przed wypadkami - znamy to dobrze z polskich dróg. Według przedstawicieli PEC problem jest poważny. Kierowcy bombardowani niepotrzebnymi informacjami mogą przeoczyć znak, który zawiera istotne wskazówki. Ponadto zdarza się, że prowadzący pojazd zbyt późno zauważy niebezpieczeństwo na drodze, bo znaki drogowe odwracają jego uwagę.

 

PEC zwraca uwagę na bardzo częsty znak ograniczenia prędkości do 30 mil na godzinę. W wielu miejscach jest on najpierw umieszczony na tablicy z migającymi światłami, a kilka minut potem kierowca widzi cyfrową tablicę z tym samym komunikatem.

 

Wiele znaków zwalnia kierowców z odpowiedzialności i bombarduje ich instrukcjami. Czy naprawdę musimy mieć znaki ''możesz teraz napić się kawy''?  Kierowcy traktowani są jak dzieci, które ciągle muszą słuchać poleceń. - mówi przedstawiciel PEC.

 

Niepotrzebne znaki drogowe są sporym wydatkiem dla budżetu. PEC daje za przykład drogę w północno-zachodniej Anglii, na której lokalna agencja autostrad umieściła 23 tablice ze swoją nazwą. Za informacje, kto zarządza drogą podatnicy zapłacili 76 tysięcy funtów.

 

doro

 

ZAPRASZAMY NA DESER.PL || FACEBOOK || WYKOP

Więcej o: