TOP 5 najgorszych pomysłów na horrory [WIDEO]

Straszą koszmarnie złą grą aktorską i jeszcze gorszymi scenariuszami. Przedstawiamy pięć najgorszych horrorów, które zawstydziłby samego Eda Wooda.

Co może być gorsze od hitlerowca? Zombie hitlerowiec!

Z takim złem w czystej postaci muszą się zmierzyć bohaterowie norweskiego filmu ''Zombie SS''. Niestety sam scenariusz już nie jest aż tak wymyślny. Grupa ośmiu młodych i pięknych studentów medycyny jedzie w góry na narty.

Ewidentnie w młodości preferowali podręczniki od horrorów, bo na miejsce noclegu wybrali samotną chatę w lesie. Libację przerywa pojawienie się batalionu zombie nazistów, którzy pół wieku wcześniej zgubili się w okolicy. SPOILER: Całe szczęście pod kanapą znajdzie się stara piła mechaniczna...

Naziści z kosmosu kontratakują

Hitlerowcy są bardzo podstępni. Potrafią zaatakować nie tylko zza grobu, ale też z kosmosu. Akcja ''Iron Sky'' zaczyna się w 1945 roku, gdy III Rzesza chyli się ku upadkowi. Naziści wysyłają na księżyc specjalną misję kolonizatorów. Ci budują imperium po ciemnej stronie satelity i po sześćdziesięciu trzech latach są gotowi na powrót. Powrót w bardzo złym stylu.

Rozpustne zombie

George W. Bush zakazuje publicznej nagości. W efekcie wszystkie amerykańskie kluby ze strptizem schodzą do podziemia. W jednym z takich przybytków (dla bezpieczeństwa ulokowanemu na odludziu) lubieżne zombie zagryza tancerkę (w tej roli aktorka porno Jenna Jameson). Striptizerka sama zamienia się w nieumarłego, co nie przeszkadza jej wyginać śmiało ciało na rurze, zabijać klientów i zarabiać fortunę.

Balkonik versus szarańcze

Do walki ze złem absolutnym potrzeba wielkich ludzi. Na przykład Elvisa Presleya, który oczywiście żyje. Gwiazdor przed wieloma laty zamienił się rolami ze swoim sobowtórem i teraz dożywa swoich dni w domu spokojnej starości. Tam zmierzy się nie tylko ze złośliwą obsługą, ale też ze starożytnym faraonem. W roli Elvisa Bruce Campbell, gwiazdor hitu ''Martwe Zło''.

Nieletnie zombie

Najbardziej pomysłowe horrory powstają w Japonii. Dowodem na to arcydzieło kinematografii ''Stacy''. Film opowiada o chorobie, która zamienia wszystkie seksownie wyglądające dziewczynki między 15 a 17 rokiem życia w zombie.

Nikt ich jednak nie nazywa ''zombie'', tylko ''Stacy'' (od imienia pierwszej ofiary). Scenarzyści wpadli na przełomowy pomysł, jak zwiększyć ilość krwi na ekranie - nieumarłą nimfetkę trzeba rozczłonkować na dokładnie 165 kawałków.