TOP 5 rzeczy z lat '90, za którymi tęsknimy. 1990-1995

Wspomnień z lat 90' nigdy nie za wiele. Tym razem prezentujemy ranking nostalgicznych obrazów, które zostały w naszych sercach. To zwykłe elementy minionej codzienności, na których widok każdemu z nas robi się lepiej na duchu!

Lata transformacji ustrojowej

Początek lat 90. w Nowym Jorku. (fot. YouTube.com/videoholic1980s)

 

Zmiany zachodzące po ostatecznym porzuceniu ustroju socjalistycznego w latach 90. nabrały właściwego sobie tempa. Polskę zalała masa rzeczy niespotykanych w szaroburej rzeczywistości PRL-u. I choć teraz - z perspektywy dwudziestu lat - łatwo uświadomić sobie, jak tandetne i niedopasowane bywały te gadżety, na ich wspomnienie łezka kręci się w oku.

 

Panie i panowie, nostalgiczne wspomnienie lat 90. czas zacząć! CZYTAJ DALEJ >>>

 

Asus

Miejsce 5: Komputery pełzną pod strzechy

Commodore 64 i instrukcja użytkowania. (YouTube/Eszuran)

 

W dobie procesorów o czterech rdzeniach i grafiki HD trudno sobie wyobrazić początki komputeryzacji kraju. W uszczypliwy - ale i celny - sposób opisuje je powyższy filmik. Aż łezka nam się w oku kręci, gdy przypominamy sobie te trudy i znoje związane ze starym sprzętem.

 

ZX Spectrum kontra Commodore 64!

 

Rozwój rynku elektroniki oznaczał w wielu przypadkach ściąganie starych sprzętów z zachodu - mało kto mógł sobie pozwolić na Amigę czy peceta z procesorem 286 (6 MHz prędkości obliczeniowej!). Na rynku królowały zatem komputery ZX Spectrum czy Commodore 64, mimo swej toporności nie należące do najtańszych. Handel rozwijał się jednak bujnie, a do Polski zaczęto sprowadzać (oczywiście nielegalne) gry i programy.

 

Top Secret dumą gracza.

 

Atmosferę tych czasów świetnie oddawały pisma komputerowe, takie jak "Top Secret" czy "Bajtek". Toczące się na ich łamach wojny pomiędzy "atarowcami" i "idiotami od c-64" oraz pełne oburzenia listy od posiadaczy Amigi były dużo intensywniejsze niż dzisiejszy spór pt. komputer czy konsola.

 

Okładki Top Secret - pola bitwy pomiędzy Atari i resztą świata.

 

Rubrykę korespondencji z "TS" wspominamy z dużym żalem, biorąc pod uwagę wszystkie rysunki i hasła ("Atarowca wal z gumowca!") jakich się tam naczytaliśmy. Pamiętamy także o Krzysiu Kubeczce. Cześć jego pamięci.

 

...a "Contrę" to pamiętacie?

 

Namiastką komputera - choćby i 8-bitowca pokroju ZX Spectrum - zawsze mogła być konsola do gier. A jeżeli konsola, to na pewno legendarny Pegasus. Sprowadzany zza wschodniej granicy towar luksusowy był niczym więcej, jak kopią leciwego już Famicoma, flagowej produkcji firmy Nintendo z lat 80. Mimo archaiczności gier i topornego wyglądu "Pegaza", dzieciaki siedziały przy nim jak zahipnotyzowane. I co z tego, że paczka 1000 gier składała się z setek wersji "Czołgów" i "Contry" - i tak było to szalenie fajne.

 

Dla miłośników stylu retro - Pegasusy nadal można upolować na rozmaitych, rozsianych po kraju targowiskach. Jednak dużo łatwiej jest pograć w klasyczne gry przez Internet. Uwaga! Wciągają.

 

ABY ZAGRAĆ W KULTOWĄ "CONTRĘ", KLIKNIJ TUTAJ >>>

Miejsce 4: Narodziny "Familiady" i "Koła fortuny"

"Koło Fortuny", rok 1993.

 

Na dobrą sprawę, epoka teleturniejów zaczęła się w Polsce nieco wcześniej, ale tak jak w każdym innym przypadku z tej listy, nie było w tym jeszcze uczucia. Wielka Gra była świetnym sprawdzianem wiedzy uczestnika, ale widza często zwyczajnie zanudzała. Jednak wraz z transformacją ustrojową, pojawił się nowy pomysł: zakup licencji na hity z Zachodu.

 

Fortuna kołem się toczy

 

Pierwszym zrealizowanym w ten sposób teleturniejem było "Koło fortuny", przyciągające  wtedy przed telewizory po 10 milionów osób. W przeciwieństwie do "Wielkiej gry", jego proste zasady i obecność "zwykłych zjadaczy chleba" jako uczestników sprawiały, że w ekran wpatrywała się cała rodzina. Nikomu nie przeszkadzało, że wszystko wyglądało jak tekturowy, kolorowy bazar (co można zobaczyć na filmiku powyżej) a prowadzący musiał bronić się przed zarzutami o niewydawanie graczom nagród.

 

Mimo wstępnej popularności, "Koło fortuny" w 1998 pożegnało się z anteną. Pomysł, aby ożywić je na początku XXI wieku okazał się być całkowitą klapą.

 

Rodzinna rozrywka

 

Teleturniej, któremu zdecydowanie bardziej się poszczęściło była kopia "Family Feud" - oczywiście, chodzi tu o "Familiadę". Program, w którym dwie rodziny wykazują się szybkością skojarzeń i znajomością słownika ostatecznie zagościł w naszych telewizorach na dobre, do dziś ciesząc się bardzo wysoką oglądalnością. Tymczasem po raz pierwszy słowa przywitania z ust Karola Strasburgera usłyszeliśmy 17 września 1994 roku! Niestety, jeszcze bez słynnego żartu.

 

Pierwszy odcinek "Familiady"!

Miejsce 3: Opery mydlane i seriale akcji

 

Gwiazdy serialu "Dynastia".

 

Po gigantycznym sukcesie sprowadzonej z Brazylii "Niewolnicy Izaury" wiadomo było, co spodoba się Polakom w nowym dziesięcioleciu. Trzeba było tylko wybrać odpowiednią operę mydlaną, a gdy będą już pieniądze, nakręcić coś swojego...

 

Cała Polska śledzi losy...

 

...rodziny Carringtonów. Tak, wyborem, którego dokonali włodarze stacji telewizyjnych była legendarna i kultowa "Dynastia". Serial przedstawiał perypetie bogatej rodziny, a przy okazji ukazywał, jak wygląda zachodni high-life, stanowił inspirację w kwestii fryzur czy strojów. Jego popularność przebiła dopiero - z pewnym trudem - "Moda na Sukces". Imiona takie jak Alexis czy Blake zostały jednak w pamięci zbiorowej, i czasem są wspominane z rozrzewnieniem przez starszych stażem telewidzów. Specjalnie dla was, znaleźliśmy trwającą ponad 8 minut czołówkę serialu - możecie ją obejrzeć nad tekstem.

 

Samochody i wybuchy

 

Wyrastające powoli nowe stacje telewizyjne (jak Polsat) odkryły szybko, że na polu telenowel nie mają co konkurować z telewizją publiczną. Aby przyciągnąć widzów, postanowiły postawić na... kino akcji. Co prawda stać nas było tylko na amerykańskie hity lat 80., ale za to jakie! McGyver był idolem dla starych i młodych, wykazując iście PRL-owską postawę "zrób to sam", a Drużyna A... To już zupełnie inny temat. Mimo eksplodujących samochodów, broni maszynowej i obecności czterech eks-żołnierzy na ekranie, tylko kilka razy ktoś został tam ranny. Bronią dla "Drużyny" była improwizacja i brawura.

 

Przyznać się, kto nie rozpoznaje tej melodii?

 

Początek serialu "Drużyna A".

Miejsce 2. Wszechobecność kiczu

"Ojciec, prać?" czyli arcydzieło kiczu reklamowego.

 

Wszystko, co pojawiało się w latach 90. musiało być kolorowe i w miarę możliwości błyszczące czy szeleszczące. Po latach PRL-owskiej szarzyzny, gołego tynku i bylejakości, Polacy głodnie spoglądali na Zachodnie gadżety - i nie było w tym nic dziwnego. Wtedy ciężko było zauważyć, jaka masa kiczu nas otaczała.

 

Kolorowi architekci

 

Oprócz samego zachwytu nad kolorami, na rynku pojawiła się mnogość materiałów, których wcześniej nie dało się dostać. Zapatrzeni w zagranicę, nasi architekci szybko przyswoili sobie wynalazki takie jak siding czy blachę falistą - adaptując je na przykład jako elewacje bloków mieszkalnych. Dużą popularnością cieszyło się także szkło refleksyjne. Do tej pory zresztą łatwo rozpoznać budynek postawiony w czasach radosnej transformacji.

 

23.07.2009 WARSZAWA , DOM , W KTORYM MIESCI SIE KLUB

Restauracja "Czarny Kot" w Warszawie. Co najgorsze: od lat 90. ciągle się powiększa. (fot. AG)

 

Szelesty i inne akcesoria sportowe

 

Choć pojawiły się w latach 80., to dopiero w kolejnej dekadzie zainteresowano się nimi tak szeroko. Dresy z ortalionu - zwane "szelestami" - były wtedy rodzajem ubioru uniwersalnego. Brzydkie i szare? Można było założyć do pracy. Wesołe i kolorowe? Idealne na zabawę i spotkanie ze znajomymi. Obecnie trudne do upolowania, już na początku lat 90. stanowiły szczyt wiochy. Szybko stały się rytualnym strojem dresiarzy, do czasu, aż ubrania Adidasa przestały być w Polsce luksusem.

 

Współczesny film w stylistyce disco-polo ukazujący ludzi w szelestach. (fot. YouTube/SiergiejW)

 

Jeżeli do całego tego wizualnego rozgardiaszu doda się reklamę (do tej pory rozsianą wzdłuż naszych dróg) i kolory zegarków, butów czy rowerów (czerwony BMX był szczytem szpanu), łatwo sobie wyobrazić jak to wtedy wyglądało. Zabójczo.

Fot. Małgorzata Kujawka / AG Fot. Małgorzata Kujawka / AG

Miejsce 1: Aby z kimś porozmawiać, wystarczyło wyjść...

Dzieciaki przy trzepaku - stały widok lat 90. (fot. AG)

 

I na koniec coś, co boli nas najbardziej - w dobie zaawansowanych technologii, możliwości i lepszych gustów, często łatwiej jest poznać nowych znajomych przez Internet, niż wyciągnąć starych na zewnątrz. Świat się najwyraźniej rozszerzył, ponieważ teraz kilka przystanków autobusem to już "daleko", a większość pretekstów gdzieś się rozpłynęła.

 

Początek lat 90. obfitował w kicz i krzykliwe kolory. Nowoczesna telewizja rodziła się w ciężkich bólach, komputery były drogie, a czasopisma miały po kilkanaście stron i były drukowane na papierze toaletowym.

 

Tak po prawdzie, to chyba już nikt nie chciałby przeżyć tych kilku lat na nowo - borykać się z inflacją, bezrobociem i wieloma innymi bolączkami. Jednak za pewnymi rzeczami się tęskni. I choć w latach 90. nie było kolorowych klubów z nowoczesną muzyką, jakoś łatwiej było zebrać znajomych i gdzieś wyjść.

 

Red. K

 

Najgłupsze wpadki polskiej
telewizji 2010 roku

TOP 5 absurdalnych anegdot
politycznych komunizmu

TOP 9 Pięknych
rzeczniczek prasowych