[OD CZYTELNIKA] Mario opowiada, jak podróż autostopem zakończyła się ucztą w zamku noblisty

Niektórzy to mają szczęście. Nasz czytelnik Mario nie dość, że był na wakacjach w pięknej Toskanii, to jeszcze wybitny ekonomista, doradca prezydenta Reagana, usmażył mu bekon.

Witam!

Do końca życia będę wspominał spotkanie z 1993 roku z prof. Robertem Mundellem (na zdjęciu - red.)  byłym rektorem Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, doradcą ekonomicznym prezydenta Reagana i ostatecznie noblistą z dziedziny ekonomii z 1999 roku.

Otóż jeździłem z moim znajomkiem po Włoszech autostopem i raz tak się zdarzyło, że pod Sieną w Toskanii zatrzymał się ford, w którym jechał starszy Pan z młodą kobietą i okazało się, że podwiozą nas do Sieny, abyśmy mogli ją zwiedzić. W czasie jazdy okazało się, że są to Amerykanie, którzy zaproponowali nam, że po zwiedzaniu miasta możemy odwiedzić ich w domu pod Sieną. My byliśmy tak zmęczeni i chętni zostać gdzieś na nocleg, że się zgodziliśmy.

Zostawiliśmy u nich bagaże i umówiliśmy się, że dojedziemy do nich do Santa Colomba autobusem. Powiedzieli, że to ma być duży dom i na pewno go zobaczymy. O godzinie 17.00 po zwiedzaniu pięknej Sieny wsiedliśmy w autobus i dojechaliśmy do Santa Colomba, a tam ze okien starego zamczyska machała do nas zapoznana kobieta, która zaprosiła nas do środka. Za wielka bramą zamkową w ciemnym patio ujrzeliśmy nasze bagaże. Po chwili pojawili się nasi gospodarze i zaprosili na pokoje. Oddali nam do dyspozycji jedną z komnat pokazali gdzie jest "podręczna" kuchnia z lodówką pełną jedzenia i picia. Kobieta zaproponowała, że wypierze nam ubrania. No bajka i cud!

Dopiero zaś zdębieliśmy gdy dowiedzieliśmy się kto nas gości, że to 78 letni profesor z Ameryki i jego druga żona bodajże 28 letnia była studentka Greczynka - Valery Mundell. Uraczyli nas po królewsku kolacją z różowym szampanem. Przy kolacji rozmawialiśmy po angielsku o ekonomii, o różnych wesołych sprawach.

Pamiętam jak się uśmiałem, gdy atakowałem Amerykanów za powszechne posiadanie broni, a profesor nagle powiedział "I have gun to" i przy jego anielskim charakterze rozbroił mnie tym stwierdzeniem. Po kolacji graliśmy w ping-ponga w jednej z dużych komnat. Profesor pokazał nam swoją kolekcję  samochodzików i namalowanych przez siebie obrazów. Poznaliśmy ich przyjaciół z Kanady.

Było świetnie zostaliśmy ze dwa dni, a na pożegnanie profesor zrobił nam osobiście śniadanie - pamiętam jak dziś gdy smażył nam bekon . Żegnano nas bardzo życzliwie kiedy odjeżdżaliśmy autobusem. Jeszcze przez dwa, trzy lata dostawaliśmy od profesora kartki z Ameryki, Chin i Węgier.

Kiedyś ze zdziwieniem przeczytałem, że profesor został noblistą w dziedzinie ekonomii.

Mario

Czy Wam też zdarzyło się poznać kogoś znanego w takich nieoczekiwanych okolicznościach? Macie przeżycia i wspomnienia, o których nie da się przeczytać w biografiach? Napiszcie o tym w komentarzach lub przyślijcie maila na adres deser.pl@gazeta.pl

Hugo Steinhaus. Najlepsze anegdoty o słynnym polskim matematyku >>>

Słynne czarno-białe zdjęcia w kolorze. Niesamowite prace Sanny Dullaway [ZDJĘCIA] >>

Więcej o: