Udawał celebrytę na Times Square, a ludzie traktowali go jak gwiazdę [WIDEO]

Celebryci są znani z tego, że są znani. Ale jak udowodnił pewien młodzieniec, żeby być znanym, ludzie nawet nie muszą nas kojarzyć. Takie rzeczy tylko w Nowym Jorku.
Znacie Bretta Cohena? - Tak. - Skąd? - Grał w Spider-manie? Ta, w Spider-manie.
Jak ci się podoba jego muzyka? - Jego pierwszy singiel był dobry.

To tylko kilka z wielu pytań, które pogrążyły bezmyślnych gapiów. Bo, jak łatwo się domyślić, Brett Cohen nie zagrał w Spider-manie, nie tworzy muzyki. Jest zwykłym 21-latkiem, który na moment zapragnął być sławny. I udowodnił jakie to proste. Wystarczy trochę żelu do włosów, okulary przeciwsłoneczne i "ściemniona świta" ochroniarzy i fotoreporterów.

To właśnie z w ich towarzystwie Brett wyszedł z hotelu na Times Square i od razu zwrócił na siebie uwagę przechodniów. Ci łyknęli haczyk i okrążyli mężczyznę, jakby zaraz miał zniknąć w swojej limuzynie. Korzystali z każdej okazji, żeby go dotknąć, poprosić o autograf czy zrobić sobie z nim zdjęcie, chociaż nie do końca wiedzieli kim jest. Nikomu to jednak nie przeszkodziło w entuzjastycznych reakcjach na jego osobę i zmyślone osiągnięcia.

To kolejny dowód na to, że kariera Nikodema Dyzmy jest na wyciągnięcie ręki.

 

Celebryci jako "zwykli Amerykanie". Świetne fotomontaże [ZDJĘCIA] >>>

Więcej o: