Zachodnie Wybrzeże Ameryki zaatakowane przez... miliardy parzydełkowców

Jeśli wybralibyście się teraz na plażę gdzieś na zachodzie Stanów Zjednoczonych albo Kanady, zobaczylibyście coś niezwykłego. Przy brzegu na prawie całej długości kontynentu osiadły parzydełkowce z gatunku velella velella. Zdjęcia wybrzeża zajętego przez te zwierzęta opublikowała na swoim facebookowym profilu m.in. Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna.

Jak podaje portal Sky News , miliardy niebieskich stworzeń, przypominających meduzy, okupują zachodnie brzegi Ameryki Północnej. Można je spotkać na obszarze wielu kilometrów Zachodniego Wybrzeża: od południa stanu Kalifornia, aż po Kolumbię Brytyjską w Kanadzie.

Za zamieszanie odpowiedzialne są parzydełkowce z gromady stułbiopławów o wdzięcznej nazwie velella velella. Jednak organizmy te częściej funkcjonują pod nazwami, które łatwiej zapamiętać. Nazywa się je tratwami albo żeglarzami, z powodu welumu - charakterystycznej krawędzi parasola na grzbietach stułbiopławów.

Ich liczba jest zadziwiająca i rośnie w astronomicznym tempie - powiedział dziennikarzom biolog, prof. Kevin Raskoff z Monterey Peninsula College.

Raskoff i jego studenci postanowili oszacować liczbę stworzeń, które pojawiły się przy plażach. Wyniki ich badań są zaskakujące - na metr kwadratowy przypada ponad tysiąc velelli. Dlatego biologowie mówią, że wzdłuż całego wybrzeża mogą być ich miliardy.

Chociaż velelle są gatunkiem mięsożernym i mają parzydełka, zwykle są niegroźne dla ludzi. Najczęściej można je spotkać z dala od brzegu, na powierzchni ciepłych wód, gdzie żywią się planktonem. Velelle poruszają się wyłącznie dzięki podmuchom wiatru, co może tłumaczyć ich nagłe pojawienie się u wybrzeży Ameryki. Jednak jak tłumaczą eksperci, to nie jedyna domniemana przyczyna. Mogą za tym stać również prądy morskie albo nadmierny połów ryb w tamtym rejonie.