Wypili 30 butelek alkoholu, zjedli rodzinny obiad i wyszli. 120 osób uciekło z restauracji bez płacenia - kolejny raz

Plan był prosty - zamówić wielkie przyjęcie, wybawić się i najeść się za cenę zaliczki. W efekcie 120 osób uciekło bez płacenia z lokalu. W ten sposób zostały obrabowane przynajmniej dwie restauracje w Hiszpanii. Policja sprawdziła, czy to sprawka tej samej szajki.

Blady strach padł na restauratorów w Hiszpanii. Coraz głośniej bowiem o przypadkach niespotykanego na tę skalę przekrętu.

Była połowa lutego. Właściciel Hotelu Carmen w małej hiszpańskiej wiosce Bembibre myślał, że urządza zwykłe przyjęcie z okazji chrzcin. Tymczasem ponad 100 osób urządziło sobie dziką ucztę, spożywając jedzenie i alkohol warte ponad 2 tysiące euro (prawie 9 tysięcy złotych), po czym uciekło z miejsca zdarzenia, zanim trzeba było zapłacić za te wszystkie dobra - donosi BBC.

Początkowo nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Klienci opłacili zaliczkę w wysokości około 900 euro (prawie 4 tysiące złotych), po czym tłumnie zgromadzili się by świętować rzekomo rodzinne święto. Kelnerzy zdążyli im podać główne dania oraz 30 butelek wina i whisky.

Obsługa szykowała się właśnie do podania deserów, kiedy po krótkim przemówieniu jednego z uczestników bankietu wszyscy goście niemal jednocześnie rozpłynęli się w powietrzu. 

Kelnerzy wychodzący z kuchni zobaczyli jedynie plecy ostatnich uciekinierów, którzy rozbiegli się we wszystkich możliwych kierunkach – czytamy na portalu Metro.co.uk.

Na sali zostali jedynie muzycy z orkiestry, która została zatrudniona na tę okoliczność.

Właściciel pechowego przybytku, Antonio Rodriguez, jest przekonany, że cała akcja była zaplanowana - dowiadujemy się z portalu thelocal.es.

Jak mówi restaurator, wielu gości zaparkowało swoje auta na hotelowym parkingu, który ma automatyczną bramę, zamykającą się w razie potrzeby. W trakcie przyjęcia, kiedy robili sobie przerwy na papierosa, stopniowo przestawiali samochody na pobliskie ulice. Jak podkreśla, w ciągu 35 lat swojej pracy zawodowej nigdy nie widział czegoś podobnego.

embed

Udało się spisać tablice rejestracyjne tylko dwóch samochodów – te dane oraz resztę szczegółów właściciel restauracji przekazał policji. A ta ma teraz ręce pełne roboty, bo do podobnego przypadku doszło tydzień później w innej hiszpańskiej miejscowości.

Tym razem padło na restaurację El Rincon de Pepin w Ponferrada – donosi BBC.

Właścicielka Laura Arias usłyszała od oszustów, że rezerwuje swój lokal na wesele. Zamówiono ponoć podstawowe menu i wpłacono zaliczkę w wysokości około 4 tysięcy złotych.

Przyjść miało 100 osób, jednak obsługa jest przekonana, że w kulminacyjnym momencie mogło ich być od 160 do nawet 200. ''Weselnicy'' pochłonęli jedzenie i alkohol warte w sumie około 12 tysięcy euro (ponad 50000 złotych).

Podobnie jak w pierwszym przypadku, obsługa właśnie wnosiła kawę po obiedzie, kiedy zorientowano się, że wszyscy goście zniknęli. Właścicielka lokalu rozpoznała na zdjęciach policyjnych tych samych ludzi, którzy byli obecni wcześniej w Hotelu El Carmen.

Jak donosi lokalny dziennik Diario de Leon, aresztowano już głównego oskarżonego. Ma być to mężczyzna, który podawał się przy rezerwacji za ojca chrzestnego dziecka i ojca pana młodego. Lokalna prasa podaje, że on i jego liczni ''goście'' są rumuńskiego pochodzenia.

A TERAZ ZOBACZ:

Magiczny widok zorzy polarnej w Szwecji

O takich widokach marzy się przez całe życie. Tak wygląda zorza polarna w Szwecji

Więcej o: