Gdy Bartek miał 19 lat, stracił w wypadku na motocyklu obie ręce. To, co zrobił ze swoim życiem, może was zawstydzić

Niezwykle zdolny i zdeterminowany. Spełnia swoje marzenia mimo ogromnych przeszkód, które postawiło przed nim życie. Gdy miał 19 lat stracił obie ręce. To go jednak nie powstrzymało. Dzisiaj Bartek Ostałowski jest kierowcą wyścigowym i posiadaczem międzynarodowej licencji wyścigowej FIA.

Niewiele mówi się w Polsce o tym niesamowitym chłopaku. A szkoda. Jego umiejętności doceniono za to za granicą. Brytyjscy prezenterzy z The Grand Tour, popularnego programu motoryzacyjnego realizowanego dla Amazona, zaprosili Bartka do jednego z odcinków. I trzeba przyznać, że ten młody chłopak wywarł na nich olbrzymie wrażenie. 

"Kiedy sędziowie zajęli miejsca, przyszedł czas na rozpoczęcie zawodów. Pierwszy był niepełnosprawny dżentelmen, Bartek Ostałowski z Polski” – tak słynny Richard Hammond zapowiedział występ kierowcy z Polski. "Faktem jest, że Bartek... ma niedobory w górnej części ciała. Kiedy mówię niedobory, mam na myśli brak rąk, które stracił w wypadku na motocyklu. Polak pokonał swoje dysfunkcje prowadząc stopą i zmieniając biegi za pomocą ramion. I niestety dla mnie, jest dobry w drifcie" - mówił dalej Hammond. 

Bartosz Ostałowski ma 31 lat i pochodzi z Nowego Sącza. Rok przed dwudziestymi urodzinami uległ wypadkowi motocyklowemu, w konsekwencji którego stracił obie ręce. Wydawało się wtedy, że to koniec jego pasji związanej z malarstwem i jazdą na motorze. Jednak Bartek nigdy się nie poddał. Mimo niepełnosprawności został jedynym na świecie profesjonalnym kierowcą sportowym, który prowadzi pojazd stopą.

 

Bartek, wspólnie z Avalon Extreme, prowadzi też swojego vloga "Pasja na Krawędzi".  Możemy zobaczyć na nim wywiady z różnymi osobistościami ze świata sportu, biznesu, ale i zwykłymi ludźmi, którzy posiadają ciekawą historię do opowiedzenia i nietypową pasję. A wszystko we wnętrzach supersamochodów.

ZOBACZ TAKŻE: Tak tłumy Islandczyków powitały swoich bohaterów

Reprezentacja Islandii wróciła do domu. To, co zrobili dla nich kibice, trzeba zobaczyć