24-letnia Kamila rzuciła chłopaka. Zjawił się wściekły w jej drzwiach - sąsiedzi nie usłyszeli nawet hałasu

Były chłopak Kamili brutalnie ją zamordował, bo go rzuciła. Dziewczyna miała zaledwie 24 lata.

24-letnia Kamila po obronie pracy na Politechnice Wrocławskiej, jako dyplomowany inżynier wróciła do rodzinnego Lubania. Po studiach chemicznych udzielała korepetycji, aby sobie dorobić i do końca umeblować mieszkanie. Gdy 3 lutego jedna z mam jej uczniów przyprowadziła do Kamili córkę na lekcję, nikt jej nie otworzył.

Jak donosi Gazeta Wyborcza, rok temu dziewczyna poznała o 10 lat starszego budowlańca Artura. Chłopak był kilkukrotnie karany za włamania i kradzieże, o czym nie powiedział Kamili. 24-latka nie chciała kontynuować takiej znajomości i gdy tylko dowiedziała się o ciemnej przeszłości chłopaka, zerwała z nim.

Mimo tajemnic Artur cieszył się dobrą opinią. Robił dobre wrażenie, był pomocny, a sąsiedzi Kamili nie mieli mu nic do zarzucenia. Co innego mówi o nim matka dziewczyny, która przytacza sytuacje, w których mężczyzna wracał do domu pod wpływem alkoholu, był wobec jej córki wulgarny, agresywny. Doszło do tego, że ją okradł.

Gdy dziewczyna podjęła decyzję, że nie będzie się już z nim spotykać - nie odpuszczał. 

Pewnego dnia przyszedł do jej domu, uderzył ją w głowę, związał taśmą malarską, zgwałcił i udusił poduszką. Z mieszkania zabrał telefon i wyszedł zostawiając w mieszkaniu zwłoki Kamili i zdezorientowanego psa.

Po dwóch dniach do mieszkania przyszła zaniepokojona matka dziewczyny. Córka nie odbierała telefonów, dlatego kobieta postanowiła sprawdzić, czy coś się stało.

Mieszkanie było zamknięte na dwa zamki - Kamila nigdy ich tak nie zamykała. W środku na pierwszy rzut oka nie było widać żadnych niepokojących sygnałów. Tylko piesek Drops dziwnie się zachowywał - ciągnął mamę w stronę sypialni. 

Gdy ta weszła do sypialni córki, ta już nie żyła od dwóch dni. Widać tylko było, że pies próbował przegryźć krępującą ręce jego pani taśmę. 

– Nie potrafię wyrazić, co czuję. Brakuje serca. Zabrał jego część. Dożywocie nam dziecka nie odda – mówi smutno babcia Kamili w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

Tydzień przed zabójstwem, babcia Kamili kupiła jej wymarzoną suknię ślubną z długim welonem, o jakim zawsze marzyła. Dziewczyna zostanie w niej pochowana.

Artur K. został zatrzymany w jego domu w Kościelniku. Przyznał się do morderstwa, grozi mu dożywocie.

Więcej o: