Trwa skomplikowana operacja na mózgu pacjentki. Lekarz podaje jej flet, a ona zaczyna grać

Flecistka Anna Henry cierpiała na napady tzw. drżenia samoistnego. Pod koniec marca poddała się operacji neurochirurgicznej, podczas której zagrała dla lekarzy absolutnie wyjątkowy koncert.

63-letnia Anna Henry od kilku lat cierpiała na napady tzw. drżenia samoistnego. Jej dłonie trzęsły się w niekontrolowany sposób, przez co musiała coraz częściej rezygnować ze swojej pasji - gry na ukochanym flecie. Dlatego zdecydowała się na radykalny krok. Lekarze doradzili jej, żeby poddała się "resetowi mózgu" - czyli specjalnej operacji neurochirurgicznej, w czasie której jej mózg byłby stymulowany prądem, dzięki czemu drżenie rąk ustałoby.

Flecistka w czasie operacji była całkowicie przytomna. Co więcej, nawet kiedy w jej czaszce wywiercono dwa otwory a do mózgu włożono elektrody, swobodnie rozmawiała z lekarzami.

Anna Henry podczas operacjiAnna Henry podczas operacji Fot. Texas Medical Center | YouTube

Kiedy przystąpiono do najważniejszego elementu całej operacji - stymulacji mózgu prądem - Anna dostała do rąk flet. Jej mózg w odpowiednim miejscu był stymulowany elektrodami, ona zaś - z czaszką otwartą na stole operacyjnym - grała na flecie. W ten sposób lekarze mogli ocenić, czy jej dłonie już się nie trzęsą. Kiedy skończyła, lekarze w sali operacyjnej zaczęli klaskać.

 

Głęboka stymulacja mózgu, której poddała się Anna Henry, to dość często wykonywany zabieg np. u pacjentów cierpiących na chorobę Parkinsona. Dla flecistki operacja ta była ostatnią deską ratunku. Właściwie od dzieciństwa wiedziała, że ma szansę odziedziczyć po ojcu drżenie dłoni, które jest jedną z najczęstszych przypadłości jeśli chodzi o zaburzenia ruchu. Zaczęła chorować już w szkole średniej, a im starsza była, tym gorsze ataki ją dotykały. Doszło do tego, że nie była w stanie napić się sama czy podpisać. Ze względu na postępującą chorobę ostatecznie czekała ją rezygnacja ze stanowiska pierwszej flecistki w Big Spring Symphony i nauczania gry na flecie.

Lekarze przed operacją proponowali jej różne metody leczenia - zwłaszcza farmakologiczne. Jednak wszystkie blokery, które Anna dostawała, miały dla niej tak uciążliwe skutki uboczne, że musiała z nich rezygnować. Głęboka stymulacja mózgu naprawdę była dla niej ostatnią szansą na normalne funkcjonowanie. I udało się.

Po operacji Anna Henry przestała odczuwać drżenie samoistne całkowicie. Obie jej dłonie są spokojne, a choroba została opanowana.

Więcej o:
Komentarze (16)
Trwa skomplikowana operacja na mózgu pacjentki. Lekarz podaje jej flet, a ona zaczyna grać
Zaloguj się
  • jarzebiaknaczczo

    Oceniono 5 razy 5

    Szansę odziedziczyć drżenie dłoni po ojcu. Szansę? Ręce drżące opadają.

  • gj61

    Oceniono 3 razy 3

    To jest przeciw Bogu!!! Skoro nie mogła grać, to Bóg tak chciał i człowiek nie powinien się w to mieszać!!! Takie jest oficjalne stanowisko KE, znaczy Plenum Epidiaskopu Polski.

  • Oceniono 3 razy 3

    "Właściwie od dzieciństwa wiedziała, że ma szansę odziedziczyć po ojcu drżenie dłoni"
    Chciałbym myśleć o szansie w kategoriach czegoś wyczekiwanego, pozytywnego.

  • stach_79

    Oceniono 1 raz 1

    To jest jak naprawianie robota... musi byc wlaczony zeby wiedzeic które odwody nawalily. A mózg nie ma czucia.

  • kac

    Oceniono 1 raz 1

    Tak właśnie często wygląda neurochirurgia funkcjonalna, nie da się tego dobrze zrobić na ślepo, bez współpracy z pacjentem w trakcie samego zabiegu.

  • morthing

    Oceniono 1 raz 1

    A co w tej operacji takiego dziwnego? Przecież w Polsce podobnych operacji wykonuje sie b. wiele. Wszczepianie elektrod do mózgu na świadomym pacjencie (choroba Parkinsona) to rzecz normalna. Właśnie o to chodzi, że pacjent musi być w 100% świadomy.

  • 40zbyszek

    Oceniono 1 raz -1

    Dobrze, że nie podali jej fortepianu.

  • laborantkolaborant

    Oceniono 1 raz -1

    urzekła mnie twa historia, patriszio.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX