Ich mama zginęła pod kołami samochodu. W Brynicy uratowali siedem osieroconych lisków

Siedem małych lisków uratowali strażacy i policjanci z Opola po tym, jak ich mamę potrącił samochód. Aż do północy próbowali wyciągnąć maleństwa z pułapki.

Pracownicy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Opolu otrzymali we wtorek zgłoszenie, z którego wynikało, że we wsi Brynica została potrącona lisica. Samica zginęła pod kołami samochodu, ale zostawiła za sobą swoje młode. Szczeniaczki skryły się w przepuście drogowym.

Na miejscu zdarzenia szybko pojawili się inspektorzy Towarzystwa, policjanci i strażacy. Wszyscy zgodnie uznali, że trzeba pomóc osieroconym zwierzątkom i przystąpili do akcji ratunkowej. 

Już po kilkudziesięciu minutach udało się im wydobyć z przepustu drogowego pięć lisiątek, jednak mieli spory problem z kolejnym. Czas mijał, a wystraszone zwierzątko chowało się coraz głębiej w podziemnym tunelu. 

Liski trafiły do ośrodka ''ŁAPA'' 

Ludzie nie byli w stanie dostać się do środka, podjęli więc decyzję, by jak najszybciej odesłać uratowaną piątkę do Nyskiego Pogotowia Opiekuńczo-Adopcyjnego dla Zwierząt "ŁAPA" - podaje TVN. Nie znaczy to jednak, że nie zajęli się zostawionym w przepuście maleństwem. 

Aż do północy strażacy przekopywali przepust, starając się dotrzeć do lisiątka. Wtedy też odkryli, że w kanale skrywa się jeszcze jedno małe zwierzę. 

Akcja ratunkowa trwała wiele godzin i skończyła się szczęśliwie około północy. Pozostałe dwa lisy również wysłano do pogotowia ''ŁAPA".

Rodzeństwo będzie dorastać się w ośrodku ''ŁAPA''

Na miejscu okazało się, że na liczne rodzeństwo składają trzy samczyki i cztery samiczki. Wszystkie, choć osłabione i głodne, na szczęście przeżyły, a bez mamy pozostawione były najprawdopodobniej tylko kilkanaście godzin. Maleństwa mają około czterech tygodni, najmniejsze z nich waży 150 gramów, największe zaś 380. 

Mają mleczaki i choć powinny być jeszcze na mleku matki, to wcinają już stały pokarm. Maluchy muszą być karmione co trzy godziny. Gdy są głodne same domagają się jedzenia. - Widać wtedy poruszenie, chodzą, skomlą i zaczynają wyć. Po jedzeniu trzeba wymasować im brzuszki

- mówi pani Marta Węgrzyn, pracownica ośrodka ''ŁAPA'', która opiekuje się uratowanymi liskami.

Zwierzęta powrócą na wolność

Zwierzęta pozostaną w nyskim ośrodku do czasu, gdy się usamodzielnią. Wtedy zostaną umieszczone w tak zwanym wybiegu adaptacyjnym, gdzie będą stopniowo separowane od ludzi. Dopiero gdy uda się je odzwyczaić od pomocy i towarzystwa człowieka, będą mogły powrócić na łono natury. 

Drodzy Czytelnicy!
Wasz głos jest dla nas bardzo ważny. Dlatego chcemy pisać dla Was o rzeczach, które najbardziej Was interesują i są Wam najbliższe. Jeśli jest jakaś historia, którą chcecie nam opowiedzieć i się nią podzielić z innymi, jeśli jest jakaś sprawa, którą chcielibyście nagłośnić, jakiś problem, który chcecie rozwiązać - piszcie do nas na adres buzz_redakcja@gazeta.pl.
Czekamy na Wasze listy - Redakcja Buzz.gazeta.pl