Przepisali dom na syna. Teraz muszą wchodzić do domu bez łazienki przez okno

Starsi ludzie nie mają łazienki i muszą wchodzić do domu przez okno od dwóch lat. Załatwiają się też na pobliskim polu. O dramatycznym konflikcie rodziny z Byków nakręcił materiał program TVN Uwaga.

Teresa i Stanisław Włodarkowie toczą paskudny konflikt z synem Grzegorzem i jego żoną Angeliką. Wszyscy oni mieszkają w gospodarstwie obecnie wartym około miliona złotych w miejscowości Byki kilkadziesiąt km od Warszawy.

Rodzina nie może żadnym sposobem dojść do porozumienia, więc starsi państwo zwrócili się do programu ''Uwaga! TVN''.

Rodzinny konflikt 


W 2005 roku pan Stanisław i pani Teresa przepisali majątek na swojego syna, który miał zapewnić im dożywotnią opiekę. Sprawy jednak się pokomplikowały i rodzina zaczęłą się kłócić. Strony przedstawiają różne wersje zdarzeń.

Starsi państwo utrzymują, że syn dopuścił się jawnego zaniedbania, a pan Grzegorz mówi, że to jego rodzice są agresywni w stosunku do niego i jego żony, którą mieli pobić, gdy była w 5. miesiącu ciąży.

Do domu przez okno

Sytuacja przedstawia się w ten sposób, że rodzice pana Grzegorza mieszkają w wydzielonej dla nich części domu, która jest pozbawiona łazienki i kuchni. Brakuje też drzwi wejściowych, toteż starsi państwo wchodzą do swojej części gospodarstwa przez okno przy pomocy zaimprowizowanego podwyższenia.

Świadek znający całą rodzinę, listonosz Wesołek, twierdzi, że rodzina była bardzo zżyta. Wszystko miało się zmienić po ślubie pana Grzegorza, który po poznaniu swojej małżonki miał się zrobić wobec rodziców agresywny i ich bić.

Sprzeczne wersje

Z kolei pan Grzegorz i pani Andżelika przekonują, że to starsi państwo są wobec nich agresywni. Ich synowa mówi, że ma zaświadczenie od lekarza o pobiciu, do którego doszło, gdy była w 5. miesiącu ciąży. Pokazuje też z mężem nagranie, na którym widać jak ją biją i szarpią.

Rodzice mieli też wzywać policję, bo dziecko pana Grzegorza w nocy płakało i nie mogli spać. Jest też nagranie, na którym teściowa namawia męża by rozstał się z żoną, używając przy tym niecenzuralnych słów - nagranie można zobaczyć na stronie programu ''Uwaga''.

Doszło do pozwów w sądzie

Syn państwa Włodarków przekonuje również, że chciał dobudować do ich części domu łazienkę oraz kuchnię, zamówił nawet architekta. Ten miał sporządzić plany domu oraz wybrać miejsce do wybicia drzwi. Rodzice mieli go nie wpuścić i nie pozwolić na wykonanie prac.

Rodzice złożyli pozew przeciw synowi. Chcą, by dotrzymał umowy dożywocia, on z kolei forsuje rozwiązanie polegające na płaceniu im renty. To miałoby oznaczać, że się wyprowadzą, czego oni bardzo nie chcą. Ich sprawą zajął się mediator.

Inne konflikty 

To bardzo smutna i skomplikowana historia. Podobny konflikt toczy się np. pomiędzy dwoma rodzinami z Zwierzyńcu. 

Mieszkańcami domu w Zwierzyńcu (woj. lubelskie) są 90-letni dziadkowie Magdaleny Sitkowskiej, która o sprawie rozmawiała z "Dziennikiem Wschodnim". Jak twierdzi, konflikt z sąsiadami odbija się na ich zdrowiu. Ostatnio druga rodzina zalała betonem schody i ganek, blokując jedno z wejść do domu państwa Sitkowskich.

Wezwano policję, która poinformowała, że sąsiadom udało się unieważnić wyrok sądu, który przyznawał Sitkowskim drogę użyteczności publicznej na działce drugiej rodziny. Jednak ci są przekonani, ze są właścicielami fragmentu posesji, na którym są zalane schody.

Lokalne władze podkreślają, że sprawa jest skomplikowana. Burmistrz stara się zdobyć informacje, czy mapa ewidencji terenu jest aktualna. - W sprawie tej działki odbyło się już tak wiele procesów, że mało kto za tą sprawą nadąża - mówił w rozmowie z "DW" burmistrz Jan Skiba. Ocenia też, że konflikt może rozwiązać już tylko sąd i potrzebne mogą być mediacje.

Sąsiedzi Sitkowskich nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami "Dziennika", jednak o sprawie wielokrotnie pisali na Facebooku swojej firmy. Uzasadniają to tym, że "klienci i współpracownicy" firmy otrzymują "oczerniające wiadomości". 

Sąsiedzi zarzucają Sitkowskim "blokowanie prac zmierzających do odbudowy ich części niszczejącego budynku". Piszą, że zdecydowali się postawić ogrodzenie, by zabezpieczyć swoją działkę. "Oświadczamy także, że nie zamurowaliśmy okien sąsiada, a wejście do budynku Sitkowski posiada od strony ul. Wachniewskiej" - czytamy we wpisie na Facebooku.