Po kilku latach udało się odebrać zwierzęta z domu w Chojnie: psy nawzajem się zjadały

Działacze na rzecz praw zwierząt wkroczyli na jedną z posiadłości w Chojnie w województwie zachodniopomorskim. Po latach starań wolontariuszom udało się odebrać zwierzęta, których właścicielką była pani Barbara. Na miejscu znalezionych zostało 26 żywych zwierząt. Najprawdopodobniej w najgorszym czasie w domu tym przebywało ponad 100 psów i kotów.

Jak podaje portal gs24.pl od kilku lat mieszkańcy gminy informowali o warunkach w jakich mieszka pani Barbara oraz przygarnięte przez nią zwierzęta. W tej sprawie interweniował zarówno urząd gminy, policja jak i stowarzyszenia zajmujące się niesieniem pomocy dla zwierząt.

Po kilku latach udało się odebrać zwierzęta z posiadłości w Chojnach. "W najgorszym stanie jest psychika psów"

Barbara Bakalarczyk ze Stowarzyszenia "Psijaciele" z Chojn w rozmowie z portalem zapewniała, że od 2016 roku instytucje prozwierzęce próbowały pomóc zwierzętom znajdującym się w domu pani Barbary. - To naprawdę nie jest takie proste i oczywiste. Prowadziliśmy tam wszelkie możliwe czynności od 2016 roku, od kiedy istnieje nasze Stowarzyszenie. Pani Barbara jest starszą samotną kobietą, prawdopodobnie chorą psychicznie, której rodzina mieszka bardzo daleko. Odmawiała ona wszelkiej możliwej pomocy instytucjom, które jej ją proponowały. Nigdy nie korzystała ze wsparcia ośrodka pomocy społecznej, nigdy nie wpuściła ich nawet do domu. Nam także nigdy nie udało się wejść na teren posesji - relacjonowała kobieta. Wiadomo było jedynie, że na terenie posiadłości przebywa wiele zwierząt, niestety nie dało się dokładnie ocenić ich stanu.

Poprzednim razem pani Barbarze odebranych zostało 21 psów, które przekazane zostały pod opiekę Fundacji dla Szczeniąt "Judyta". Niestety kobieta przygarniała pod swój dach kolejne zwierzęta, którym nie była wstanie zapewnić odpowiedniej pomocy. Kiedy do sąsiedniego domu wprowadzili się nowi lokatorzy, zaczęli oni informować o tym, co dzieje się na terenie tego domu. Sąsiedzi widzieli jak zwierzęta zjadały się nawzajem. Według Stowarzyszenia w najgorszym momencie kobieta mogła mieć na terenie swojego domu nawet 100 zwierząt, z czego większość przez cały czas zamknięta była w domu.

Dzięki sąsiadom udało się zebrać materiały dowodowe, które były podstawą interwencji Powiatowego Lekarza Weterynarii i innych służb. Za ich porozumieniem wolontariuszom udało się zająć panią Barbarę tak, by pozostali funkcjonariusze mogli sprawdzić stan zwierząt. - Kiedy kobieta zorientowała się, co się dzieje, zabarykadowała się w domu. Groziła samobójstwem, krzyczała. Bardzo długo trwało zanim udało się nakłonić ją do wejścia do karetki. Ogromną zasługę mają tutaj ratownicy, policjanci - powiedziała Barbara Bakalarczyk.

Dom nie nadawał się do zamieszkania dla człowieka ani zwierząt. Na miejscu znaleziono 23 żywe psy, którymi zajęła się Fundacja dla Szczeniąt "Judyta" oraz trzy koty. - W najgorszym stanie jest psychika psów. Większość z nich nigdy nie opuściła tego domu. To z reguły psy dorosłe. Większość z tych psów ma wiele wad genetycznych. Wszystkie mają świerzb, grzybicę, pchły i ogromną ilość insektów - wymienia pracownica Stowarzyszenia "Psijaciele". Sprawą zajmie się teraz Prokuratura, która zbada czy nie doszło do przestępstwa polegającego na znęcaniu się nad zwierzętami domowymi.