Rozwód w średniowieczu nie był prosty. Nie dostał go nawet król Polski

Ślub, w świetle średniowiecznego prawa, był nierozerwalny i dożywotni. Od tej zasady było niewiele wyjątków, które pozwalały na to, by wziąć rozwód. Procedury, których celem było dowiedzenie nieważności małżeństwa, mogą budzić spore zdziwienie.

Średniowiecze to okres aż 1000 lat, dlatego zasady małżeństw i rozwodów, a także zwyczajów ulegały zmianom. Z tego czasu nie powstało też zbyt wiele wzmianek na temat życia biedniejszych warstw społecznych - wiadomo więcej o życiu (i rozwodach) arystokracji lub władców, bo to oni też najczęściej występowali do sądów kościelnych o unieważnienia małżeństw. Pary chłopskie częściej decydowały się na formalne lub nieformalne separacje.

Przemoc, zdrada ani herezja nie były powodami do wzięcia rozwodu w średniowieczu

W średniowieczu do legalnego, oficjalnego rozstania kobiety i mężczyzny mogło dojść tylko wówczas, gdy władze kościelne orzekły unieważnienie małżeństwa. Było to możliwe tylko w sytuacjach, gdy uznano, że nie został on prawidłowo zawarty. Lista, która pozwalała to stwierdzić, była jednak bardzo ograniczona i wraz z latami zaczęła się coraz bardziej skracać.

Świadczyć o tym może chociażby to, że przemoc mężczyzny względem kobiety czy zdrada nie były uznawane za powód do rozwiązywania małżeństwa. W tej drugiej sprawie papież Innocenty IV uznał nawet, że dotyczy to także sytuacji, gdy mąż odbywa stosunek analny z innym mężczyzną (kobieta niekiedy mogła wystąpić o unieważnienie, jeśli mąż zmuszał ją do takiego aktu). Rozwody nie były też udzielane nawet wówczas, jeśli dotyczyły ciężkich, religijnych przewinień, takich jak herezja (praktykowanie doktryny uznawanej przez Kościół za błędną) czy apostazja (całkowite porzucenie wiary ) - wówczas małżonkowie mogli jedynie być w separacji.

Na jakiej podstawie można więc było wziąć rozwód? Kościół zgadzał się głównie na unieważnienie małżeństwa w sytuacji, gdy nastąpiło przymuszenie do ślubu - na przykład w sytuacji, gdy panna młoda została porwana. Za nieważne uznawano też małżeństwa, gdy mężczyzna był impotentem lub kastratem (chociaż tutaj można było trafić na różne opinie, w zależności od kościoła). By jednak dostać rozwód, trzeba było przedstawić dowody.

Elżbieta BatoryKrwawa hrabina Elżbieta Batory. To spisek zrobił z niej bezwzględną wampirzycę?

Przedstawienie dowodów na impotencję lub oziębłość ważną kwestią przy rozwodzie

Mężczyźni, którzy nie chcieli rozwodu z powodu impotencji, mogli mówić, że stracili moc w członku w wyniku rzekomego działania czarów. Kościół dawał im wtedy trzy lata na pozbycie się "klątwy". Gdy mężczyzna uparcie wypierał się swojej niemocy seksualnej, wówczas w sprawę angażowani byli sąsiedzi, którzy mieli zeznawać pod przysięgą w sprawie życia seksualnego danego małżeństwa. W ostateczności dochodziło do "fizycznych badań".

Celem badań było sprawdzenie, czy mężczyzna faktycznie jest impotentem. W średniowiecznej Anglii na przykład angażowano w to kobiety trudniące się nierządem, których zadaniem było podniecenie podejrzanego mężczyzny. Mogły pokazywać piersi, całować go lub pieścić. Jeśli takie zachowanie nie wywoływało u niego reakcji, wówczas uznawano, że nie nadaje się na męża i wyrażano zgodę na rozwód.

A co w przypadku "oziębłych kobiet"? Najpierw przeprowadzono badania, czy doszło do przerwania błony dziewiczej. Według władz, oziębłość kobiet była prostsza "do przezwyciężenia" od impotencji u mężczyzn i "na pewno" żadna z kobiet nie mogła nie chcieć seksu, gdy raz już to zrobiła. W niektórych zapiskach znajdują się zalecenia operacyjnego usuwania błony dziewiczej lub podstawiania kobiecie innego partnera, którego przyrodzenie były większe, niż u jej męża, by to on odbył z nią pierwszy stosunek.

Piotr Michałowski, Konsylium lekarskie, rysunek satyrycznyMiało leczyć, zabijało. Upuszczanie krwi było morderczą terapią

Sprawa króla Kazimierza III Wielkiego - próbował dostać rozwód, został podwójnym bigamistą

O rozwód ubiegał się nawet król Polski Kazimierz III Wielki, który chciał unieważnienia małżeństwa z drugą żoną Adelajdą. Powodem rozstania władcy, który miał już wtedy dziesiątki nieślubnych dzieci, miało być to, że kobieta jest bezpłodna. W XVI wieku niezdolność do wydania potomstwa nie była jednak uznawana przez Kościół za wystarczający powód do rozwodu - zwłaszcza, jeśli nie wiedziano o tym przed ślubem i gdy związek został "cieleśnie skonsumowany". Czasem papieże robili wyjątki dla władców, ale obie strony musiały zgodzić się na rozstanie - a tego nie chciała z kolei Adelajda.

W 1356 roku rozpoczęli separację, a Adelajda została wysłana do zamku w Żarnowcu nad Pilicą. Kobieta ciężko zniosła to, że jej mąż wolał towarzystwo nierządnic i wykorzystywał ten czas na liczne zabawy. W tym samym roku Kazimierz III Wielki, chociaż nie dostał rozwodu, wziął bigamiczny ślub z Krystyną Rokiczaną, a w 1365 roku poślubił (podwójna bigamia) Jadwigę żagańską (Kazimierz miał 55 lat i nadal nie posiadał męskiego potomka, Jadwiga miała natomiast 15-25 lat). Jadwiga także urodziła mu tylko córki.

Zobacz też: To właśnie ją podejrzewa się o zabicie Mickiewicza. Choroby, które dziesiątkowały ludzkosć

Więcej o: