"Cud w Oławie" rozsławił Jaruzelski. Do altanki na działce pielgrzymowały tysiące osób

Kazimierz Domański po raz pierwszy miał doznać objawień w latach 80. ubiegłego wieku, jednak kościół Katolicki ich nie uznał. Mimo to nie brak osób, które potwierdzają, że mężczyzna potrafił uzdrawiać chorych. - Stwierdziłem na zdrowy rozum, że to przecież niemożliwe, żeby pan Domański wszedł po drabinie i takie rzeczy robił. Widziały to tłumy. Było wtedy 28 tysięcy ludzi. To był moment mojego nawrócenia - mówi jeden ze świadków działań Domańskiego.

Kazimierz Domański urodził się w 1934 roku w Uszni w Ukrainie w obwodzie lwowskim. Był katolickim działaczem z Oławy, założycielem oraz prezesem Stowarzyszenia Ducha Świętego i inicjatorem budowy prywatnej świątyni Matki Bożej Królowej Wszechświata Bożego Pokoju w Oławie w województwie dolnośląskim, która została przejęta w 2005 roku przez Kościół katolicki. Domański był uznawany przez swoich zwolenników za mistyka i wizjonera. Kościół nigdy nie uznał jednak jego objawień. 

Zobacz wideo Terlikowski o raporcie ws. Pawła M.: Chcieliśmy oddać głos pokrzywdzonym

Przeczytaj więcej podobnych informacji z kraju stronie głównej Gazeta.pl.>>>

Kazimierz Domański: Objawienia zawsze mam o trzeciej w nocy, Matka Boża pojawia się na chmurce

Kazimierz Domański doznał pierwszych objawień 8 czerwca 1983 roku na jego działce w Oławie (woj. dolnośląskie). To tam miała mu się objawić Matka Boska nakazująca uzdrawianie ludzi. Nawiedzenia miał dostąpić w altanie. Według mężczyzny kobieta stała i kazała mu wstać, kładąc ręce na ramieniu. - Ty masz uzdrawiać ludzi - miała powiedzieć mężczyźnie Matka Boska, o czym pisał portal olawa24.pl. W tym samym dniu rozpoczął w altance w ogrodzie budowę ołtarzyka i zawiadomił o tym miejscowego proboszcza. W altanie przyjmował chorych, kładł na nich ręce i rzekomo "uzdrawiał".

Świadectw jest wiele:

Moja córka została uzdrowiona, ja zostałam uzdrowiona na nogi moje, moja wnuczka, której powiedzieli, że ma guz na głowie i wyszło jej na zdjęciu, że nie ma nic, że wszystko jest uzdrowione.
Niebo było bardzo zachmurzone, rozeszły się po prostu chmury. I wszyscy zobaczyli słońce, na tym słońcu była po prostu kręcąca się tarcza. Niesamowite barwy kolorów. No ja to widziałem. Widziałem. Stwierdziłem na zdrowy rozum, że to przecież niemożliwe, żeby pan Domański wszedł po drabinie i takie rzeczy robił. Widziały to tłumy. Było wtedy 28 tysięcy ludzi. To był moment mojego nawrócenia. W sekundzie stwierdziłem faktycznie, że jest Bóg.

- relacjonuje inżynier Marian Obodziński, o czym więcej pisaliśmy więcej TUTAJ.

Co ciekawe początki objawień Domańskiego zbiegły się w czasie ze zdiagnozowaniem u niego krwiaka mózgu, którego trzeba było usunąć operacyjnie. Przy jego szpitalnym łóżku znajdowała się obrazek święty, do którego modlił się dzień i noc. Okazało się, że jego modlitwy zostały wysłuchane, a lekarze stwierdzili, że krwiak zniknął - podaje portal olawa24.pl.

Mężczyzna twierdził, że nawiedził go także Jezus Chrystus. Rok później, 3 października 1984 roku przekazał, że jednym z celów jego misji jest postawienie w miejscu objawień sanktuarium Matki Bożej Pokoju. Kiedy rok później zainteresowanie jego objawieniami osłabło poinformował, że Matka Boska zezwoliła na nagranie jej głosu - wówczas o Domańskim znowu zrobiło się głośno, a do Oławy przybywały tysiące wiernych, co paraliżowało miasto i zaniepokoiło milicję obywatelską oraz miejscowe władze partyjne. Sławę przyniosła mu także krytyka ze strony Wojciecha Jaruzelskiego, który mówił o "tysiącach naiwnych, którzy pognali po cud do Oławy".

Na swojej działce mężczyzna głosił orędzia i apelował m.in. o to, by kobiety nie chodziły w spodniach i by nie przyjmowano komunii świętej na stojąco.   

Objawienia zawsze mam o trzeciej w nocy. Matka Boża pojawia się na chmurce, Chrystus ma kasztanowe włosy i brodę. Po ekstazie wszystko przychodzi mi do głowy, siadam i piszę. Najpierw na brudno, potem przepisuję na maszynie. I potem odczytuję w kościele

- tłumaczył swoje objawienia Domański. 

Jednak na działce, gdzie mieściła się altanka dochodziło nie tylko do rzekomych objawień, ale też do prawdziwych tragedii. Dwie osoby zginęły na torach znajdujących się na drodze do ogródków działkowych, które były pokonywane przez tłumy ludzi próbujących dostać się do Domańskiego. Z kolei dwóch mężczyzn zmarło w kolejce do altanki.

Świetlisty krzyż w parafii pw. św. Andrzeja Boboli w LublinieLublin. Ogromny podświetlany krzyż oślepia mieszkańców osiedla [ZDJĘCIA]

Objawienia Kazimierza Domańskiego nie zostały uznane przez Kościół katolicki

Kazimierz Domański razem ze swoimi zwolennikami i przy pomocy darowizn wybudował kaplicę, plebanię i dom pielgrzymkowy i to mimo krytyki ze strony Kościoła katolickiego. 17 stycznia 1986 roku Episkopat Polski, po kilkuletnim zapoznawaniu się z wizjami Domańskiego wydał komunikat, w którym stwierdzono brak nadprzyrodzoności objawień oraz błędy doktrynalne. Jednym z nich było twierdzenie, iż obecność Chrystusa w konsekrowanych hostiach zanika w chwili przyjmowania Komunii Świętej na stojąco.

Stowarzyszenie Ducha Świętego zostało zarejestrowane przez Domańskiego i jego żonę 6 czerwca 1999 roku w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu, co wywołało konflikt z Kościołem o charakter organizacji, a Kuria Metropolitalna we Wrocławiu zadecydowała, że ruch Domańskiego jest sektą chrześcijańską i nałożył na stowarzyszenie oraz jego zwolenników interdykt kościelny (zakaz odprawiania obrzędów religijnych na danym terenie przez grupę ludzi lub wskazaną osobę). 

Po śmierci Domańskiego stowarzyszeniem zaopiekowała się jego żona oraz rozpoczęła likwidację sekty. W 2005 roku porozumiała się z kurią i przekazała majątek Stowarzyszenia Ducha Świętego.

Kościół (zdjęcie ilustracyjne)Francja. Kościół sprzedaje majątek. Wypłaci odszkodowania ofiarom pedofilii

Życie rodzinne Kazimierza Domańskiego 

Kazimierz Domański wychowywał się w wielodzietnej rodzinie. To i przedwczesna śmierć ojca - współpracownika partyzantów Armii Krajowej spowodowały, że skończył swoją edukację na trzeciej klasie szkoły podstawowej. W 1945 roku trafił na Dolny Śląsk, do Niwnika. W 1956 roku ożenił się z Bronisławą Bilewicz, z którą doczekał się dwójki dzieci. Od 1954 roku pracował w magazynach zakładów samochodowych "Jelcz". W 1966 w wyniku wypadku samochodowego doznał urazu kręgosłupa i wstrząśnienia mózgu, a rok później rozpoczął pracę jako malarz w kolejowych zakładach naprawczych i razem z rodziną osiadł w Oławie.

Domański miał działkę w Nowym Otoku, gdzie przeniósł się w latach 80. ubiegłego wieku w związku z podjętą przez siebie misją religijną, którą prowadził do śmierci. Zmarł w 2002 roku na udar mózgu. Przed śmiercią mężczyzna pojednał się z Kościołem i otrzymał rozgrzeszenie oraz przyjął sakrament, a arcybiskup metropolita wrocławski Henryk Gulbinowicz udzielił mu dyspensy i zezwolił na pochówek na cmentarzu w Oławie.

 
Więcej o: