Kelnerka zginęła po wybuchu w poznańskiej restauracji. "Krzyk, którego nigdy nie zapomnę". Ruszył proces

W jednej z poznańskich restauracji przed dwoma laty doszło do wybuchu pożaru, w wyniku którego zginęła 30-letnia pracownica lokalu. W piątek 19 listopada rozpoczął się proces zarządcy restauracji. Jest oskarżany o zaniedbania, które miały doprowadzić do tragedii. Mężczyzna nie czuje się winny.

Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Do tragicznego wypadku doszło we wrześniu 2019 roku w restauracji w Poznaniu. Doszło wówczas do zapalenia pojemnika z paliwem do kominków i wybuchu. Najciężej ranna została 30-letnia kelnerka, która trafiła do szpitala, oprócz niej poszkodowane zostały jeszcze trzy inne osoby. 

Zobacz wideo Pomagał sprzedawczyni powstrzymać złodzieja, sam padł jego ofiarą. Policja szuka sprawcy i utraconego telefonu

Tragedia w Poznaniu. "Przeraźliwy krzyk kelnerki" 

"Kątem oka zobaczyłam płomień, w pierwszej sekundzie pomyślałam, że to może pokaz płonących drinków, ale zanim zdążyłam spojrzeć, rozległ się okropny huk, wybuch i wielkie płomienie, których gorąc poczułam na plecach" - opisywała jedna z klientek, która była w restauracji podczas wybuchu.

"W panice natychmiast wybiegliśmy na hol recepcji, nie mieliśmy pojęcia, co się stało, po chwili było słuchać przeraźliwy krzyk kelnerki, którego nigdy nie zapomnę…" - cytował dalej klientkę portal wtk.pl. 30-letnia pracownica lokalu trafiła do szpitala, jednak zmarła po kilku dniach. Lekarzom nie udało się już uratować jej życia. 

Ekośledztwa#Ekośledztwa. Tajemnice ekogroszku - brudna gra o węgiel

Wybuch w Poznaniu. Ruszył proces w sprawie

Sprawą zajęła się prokuratura. Jak informował e-poznan.pl, akt oskarżenia w sprawie trafił do sądu w sierpniu 2021 roku. Zarządca lokalu Ziemowit M. odpowie za niedopełnienie obowiązków w zakresie bezpieczeństwa pracy, czego konsekwencją było nieumyślne spowodowanie śmierci 30-letniej kelnerki. Zarzuty usłyszał już w ubiegłym roku. Złożył wyjaśnienia, nie przyznał się jednak do winy. 

Według Radia Poznań, podczas piątkowej rozprawy mężczyzna dalej utrzymywał, że jest niewinny. Zapewniał, że kobieta została odpowiednio przeszkolona z obsługi biokominka. 

- Szkolenie odbyło się 2 września. Sprawdziłem, czy zrozumiała cały instruktaż, potwierdziła, że cała procedura jest dla niej jasna i oczywista. Poprosiłem ją, by samodzielnie, pod moją obecnością przeprowadziła całą procedurę. Wykonała ją bez zastrzeżeń. Wiem, że między 2 a 14 września dwukrotnie dolewała bioetanol do urządzenia w sposób bezpieczny - cytował słowa oskarżanego portal poznan.naszemiasto.pl. Ziemowit M. dodał, że nie wiedział o tym, że dziewczyna nie odbyła wstępnego szkolenia BHP i nie dopuściłby do pracy osoby bez odpowiedniego przeszkolenia. 

Więcej o: