Leszek Pękalski - wampir z Bytowa przypisywał sobie 70 morderstw. Okazało się, że dla sławy

Leszek Pękalski to jeden z najbardziej zagadkowych morderców lat 90. Gwałcił, zabijał i... fascynował. Powstały o nim książki i reportaże, a żeby odwiedzić go w więzieniu, dziennikarze spełniali jego rozmaite zachcianki.

Więcej na temat spraw kryminalnych znajdziecie na stronie Gazeta.pl.

Leszek Pękalski został okrzyknięty jednym z największych zbrodniarzy w Polsce. Choć został skazany tylko za jedno zabójstwo, krążyły o nim legendy, a część z nich sam wymyślał. Nazywany był wampirem z Bytowa, a także hurtownikiem zbrodni. Kiedy kilka lat temu jego wyrok 25 lat więzienia dobiegł końca, cały kraj wstrzymał oddech. A jak potoczyły się jego dalsze losy?

Czarny marsz przeciw przemocy po zabójstwie Tomka Jaworskiego (1997 r.)Brutalne morderstwo Tomka Jaworskiego. Złamali na jego głowie kij, katowali godzinami

Przypisywał sobie 70 morderstw. Leszek Pękalski do dziś budzi strach

Matka Leszka Pękalskiego była alkoholiczką. Nie zajmowała się dziećmi, a jej syn był wychowywany w domu dziecka, a w końcu trafił do wujka - jedynego członka rodziny, który chciał go przyjąć. Od małego Pękalski wykazywał oznaki lekkiego upośledzenia i otrzymywał rentę. Dorastał w małej wsi i nie mógł znaleźć sobie miejsca. Ludzie widzieli w nim odmieńca, który klepie biedę, ale wzbudzał także współczucie ze względu na swój stan umysłowy. Kiedy zaczął dorosłe życie, nadal mieszkał u wujka. Lubił znikać z domu. Czasami nie było go przez kilka dni. Nocował w lesie, jeździł pociągami i podróżował po Polsce bez celu. Później te podróże stały się punktem wyjścia do dalszego śledztwa.

Pierwszy raz stanął przed sądem w listopadzie 1992 roku. Miał wówczas 26 lat. Został skazany za gwałt. Wyrok do dziś wzbudza zgrozę - dostał zaledwie dwa lata w zawieszeniu. Mógł dalej chodzić wolno, ponieważ sąd nie uznał go za szkodliwego obywatela. Już miesiąc później okazało się, że to był błąd. W grudniu trafił do aresztu jako podejrzany o zabójstwo 17-latki.

Sylwię poznał w sklepie spożywczym w sąsiedniej wsi, gdzie dziewczyna odbywała praktyki. Opowiadał jej, że nie ma pieniędzy, by coś sobie kupić. Wzbudził w niej litość. Podczas powrotu do domu, nastolatka przechodząc koło lasu, przyniosła mu tam jedzenie. Tam, jak wynika z jego zeznań złożonych w śledztwie, zapytał się jej, czy zostanie jego żoną. Usłyszał odmowę. Później tłumaczył, że miał wielką ochotę na seks - to dlatego zabił ją i zgwałcił. Później chętnie brał udział w wizjach lokalnych z policją, podczas których opowiadał o szczegółach zbrodni. Precyzyjnie określał liczbę uderzeń w głowę, miejsce, w którym porzucił ciało, a także co z nim robił. Na manekinie demonstrował, jak dotykał 17-latkę i ze spokojem wszystko relacjonował.

Leszek PękalskiLeszek Pękalski fot. Youtube.com

Ale śledztwo się na tym nie zakończyło. Z czasem policja zaczęła go łączyć z innymi zabójstwami. Pękalski wielokrotnie mieszał się w zeznaniach i przyznawał się do coraz to nowych zbrodni. Biegli psychiatrzy po wielu miesiącach badań stwierdzili u niego zaburzenia seksualne i upośledzenie umysłowe, które cechował deficyt empatii. Podczas pobytu w areszcie prowadził pamiętnik - później wyszło na jaw, że opisuje w nim miejsca swoich rzekomych morderstw i inne szczegóły.

W jego zeszycie były notatki, z których wynikało, że jest ich około 90. W toku śledztwa przyznawał się do 70 na terenie całego kraju, później ta liczba nieco zmalała. Prokurator prowadzący dochodzenie, w trakcie przesłuchań wręczył Pękalskiemu mapę Polski i kazał zaznaczyć miejscowości, w których był w ostatnich dwóch latach. Na mapie zaroiło się od punktów. Opowieści Pękalskiego w dziwny sposób pokrywały się z tym, co faktycznie zostało odkryte na miejscu tych zbrodni. O niektórych ofiarach opowiadał ze szczegółami. Policja do dziś nie wie, skąd podejrzany miał te wszystkie informacje. Jednak przyznawał się także do zabójstw, których nie miał szans popełnić, ponieważ był w tym czasie w zupełnie innym miejscu. Ostatecznie zawiłe śledztwo doprowadziło do oskarżenia go o 17 zabójstw, dwa gwałty oraz uprowadzenie niemowlęcia.

Kadr z programu 'Cela nr - Leszek Pękalski' - skazany rozmawiał z Edwardem MiszczakiemKadr z programu 'Cela nr - Leszek Pękalski' - skazany rozmawiał z Edwardem Miszczakiem fot. Youtube.com

Leszek Pękalski - skazany za jeden zarzut spośród 20

Kiedy Leszek Pękalski stanął przed sądem, ten miał całkowicie inny pogląd na przedstawione dowody. Uznał je za niewystarczające. Odrzucił prawie wszystko, z wyjątkiem zabójstwa 17-letniej Sylwii R. Reszta budziła wątpliwości. W efekcie oskarżony został skazany za to jedno zabójstwo na 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Sąd przedstawił 350 stron uzasadnienia wyroku. Skazany odbywał karę w więziennym oddziale psychiatrycznym.

Magda Omilianowicz, autorka książek "Bestia. Studium zła" i "Wampir. Jak rodzi się zło" była pierwszą dziennikarką, która rozmawiała z Pękalskim w celi. Odwiedziła go w areszcie w 1992 roku.

Zobaczyłam zaniedbanego, niechlujnego mężczyznę, na którego na ulicy na pewno nie zwróciłabym uwagi. To był jego atut jako mordercy, ponieważ wszyscy wspominali, że on się zlewał z tłem. Był szary, niewidoczny, takich ludzi się nie zauważa. W niektórych wzbudzał litość, we mnie wzbudzał niesmak

- powiedziała Magda Omilianowicz w rozmowie z NaTemat.pl w cyklu poświęconym zbrodniom sprzed lat.

Zresztą Leszek Pękalski miał dosyć osobliwe podejście do wizyt dziennikarzy. Niechętnie godził się na spotkanie i rozmowę, chyba, że spełniono listę jego zachcianek. A na niej znajdowały się zarówno produkty higieniczne, jak i słodycze, przybory do pisania, herbata, cukier czy najważniejsze - pisma dla dorosłych. To właśnie "świerszczyki" były najważniejszym punktem, a niektórzy, chcąc uzyskać wywiad z hurtownikiem zbrodni - przynosili mu je. Ten natomiast bez cienia zażenowania oglądał je podczas tych wizyt, a nawet dotykał się po kroczu.

W kobiecie podobają mi się takie seksowne błyszczące rajstopy. Narządy płciowe mi się podobają. Dużych piersi nie lubię, ale takie średnie. Jak czuję się napalony, to lubię mieć stosunek z kobietą. Ja dobrowolnie kobiety nigdy nie miałem, nie byłem żonaty. Dlatego tak bardzo mi się chce

- powiedział Leszek Pękalski w reportażu "Samosąd albo więzienie" Adama Stacewicza.

Policja w czasie czynności operacyjnych / Zdjęcie ilustracyjneDom wyglądał tak, jakby wyszli tylko na chwilę. Minęło 18 lat, a po rodzinie Bogdańskich nie ma nawet śladu

Apelacja i powrót Leszka Pękalskiego do celi

Prokurator i obrońca złożyli apelację do wyroku. 4 marca 1998 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał w mocy dotychczasowy wyrok. Zwolnił też oskarżonego z kosztów sądowych. Sędzia przedstawił obszerne uzasadnienie, dlaczego Leszek Pękalski zdaniem sądu nie popełnił tych wszystkich przestępstw. W trakcie śledztwa miał czerpać satysfakcję z tego, że wzbudza zainteresowanie.

Rósł, jak określili biegli psychologowie - w stanie ciągłej frustracji. Nikt nigdy nie zwracał na niego uwagi. Nikt nigdy się z nim nie zaprzyjaźnił. Kiedy doszło do pierwszych przesłuchań i decyzji, że przyzna się do tego zdarzenia, zauważył, że tym wzbudza zainteresowanie. Że zaczyna stawać się - z osoby, która jest odrzucana, ignorowana - osobą, która może zaistnieć, może uzyskać pewne profity, o ile będzie spełniał oczekiwania osób, z którymi rozmawia. Przyglądając się tym wielu godzinom nagranych wizji lokalnych, widać, jaką satysfakcję sprawia oskarżonemu granie bohatera. Leszek Pękalski czuł, że w tym może uzyskać swoje pięć minut, mieć ten czas dla siebie, kiedy jest doceniany, szanowany, wszyscy o niego zabiegają

- powiedział Roman Sądej, ówczesny sędzia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Dodał także, że policja i prokuratura potraktowała zeznania Pękalskiego jako główny dowód, co było błędem.

W tej sprawie odzwierciedlenie znalazły dwie zasady - śledztwo hołdowało zasadzie ;przyznanie się jest królową dowodu'. Natomiast na rozprawie był to proces 'bez gniewu, starannie, obiektywnie'

- dodał sędzia podczas rozprawy. Prokuratora nadzorującego śledztwo w latach 1993-1994 odsunięto od sprawy, ponieważ uznał, że dochodzenie przeciwko Leszkowi Pękalskiemu należy umorzyć z powodu braku dowodów winy.

 

Jeden z prawników, który w rozmowie z mediami chciał pozostać anonimowy, uznał, że wyrok zapadł pod dużą presją opinii publicznej, podsycanej przez organy ścigania. Prokurator i adwokat złożyli wnioski o kasację wyroku Pękalskiego do Sądu Najwyższego. Do tego również nie doszło, natomiast Pękalski odbył całą karę 25 lat więzienia. Pod koniec wyroku dyrektor Aresztu Śledczego w Starogardzie Gdańskim złożył wniosek o uznanie skazanego za osobę szczególnie niebezpieczną, a także przeniesienie go do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.

W 2017 roku losy Pękalskiego znów ważyły się na sali sądowej. Media ze zgrozą informowały, że wampir z Bytowa może wyjść na wolność. Sąd jednak dostrzegł, że skazany wciąż stwarza zagrożenie i umieścił go w oddziale psychiatrycznym w Gostyninie. Prokuratura nie zamierzała zgłaszać od tego odwołania. Prawdopodobnie Leszek Pękalski spędzi tam resztę życia. Dziś ma 56 lat.

Więcej o: