Anna Politkowska została zamordowana w 54. urodziny Putina. Nie ustalono, kto zlecił jej zabójstwo

Krytykowała rosyjską politykę i badała sprawę łamania praw człowieka w Czeczeni. Dostawała pogróżki, była zastraszana - wielokrotnie grożono jej śmiercią. Rozmówcy, po udzieleniu jej wywiadów znikali. Ciało zamordowanej dziennikarki Anny Politkowskiej znalaziono w windzie w jednym z moskiewskich bloków.

Od lat 90-tych pracowała dla ostatniej niezależnej gazety w Rosji "Nowaja Gazieta". W czasie II wojny czeczeńskiej badała i opisywała sprawę łamania praw człowieka przez czeczeńskie oddziały Ramzana Kadyrowa i rosyjskie siły zbrojne. W swoich publikacjach otwarcie krytykowała panującą w Rosji władzę i poruszała przede wszystkim niewygodne politycznie tematy . Wielokrotnie nagradzana za swoją pracę (m.in. przez Amnesty International), Anna Politkowska została zastrzelona w windzie w jednym z moskiewskich budynków. Mimo że w wyniku śledztwa ujawniono i skazano organizatora oraz wykonawcę zabójstwa, do dziś znajomi i rodzina dziennikarki domagają się ustalenia zleceniodawców morderstwa.

Zobacz wideo Wołodymyr Zełenski przemawiał przed polskim Zgromadzeniem Narodowym. "Wiedziałem, kto wyciągnie rękę"

Pisała dla gazety opozycyjnej i wydała książkę "Rosja Putina". Życie Anny Politkowskiej

Rodzice Politkowskiej byli dyplomatami Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Ona sama z kolei w wieku 22 lat ukończyła dziennikarstwo na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym. Pod koniec lat 90-tych została zatrudniona w "Nowaja Gazieta", dla której pisała aż do swojej śmierci. 

Tematem, na którym Politkowska skupiła się w swoich reportażach był konflikt zbrojny w Czeczeni. Mimo wielokrotnego zastraszania i dostawania licznych pogróżek, nie wycofała się od zdobywania i ujawniania coraz to nowszych informacji. "Ludzie z Kaukazu sami zwracali się do niej o pomoc, czyniąc Politkowską kanałem przekazu najciekawszych informacji" - mówił o niej polski dziennikarz Marcin Wojciechowski, cytowany przez portal Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Więcej podobnych treści przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Tragiczne historie czeczeńskiej i rosyjskiej ludności cywilnej opisała w swojej książce "Druga wojna czeczeńska". W 2004 roku ukazała się także "Rosja Putina". Tym razem dziennikarka całą swoją uwagę skupiła na rosyjskim prezydencie. Nie szczędząc słów krytyki, nazwała panujące w kraju rządy totalitarnymi. Poruszyła także temat kontroli i cenzury rosyjskich mediów oraz obecności korupcji w wojsku. Podkreśliła również swoje negatywne stanowisko w stosunku do próby odbicia zakładników podczas ataku na moskiewski teatr na Dubrowce. Warto przy tym zaznaczyć, że podczas tego wydarzenia w 2002 roku, dziennikarka osobiście brała udział w negocjacjach w sprawie uwolnienia pojmanych. 

Wielokrotnie grożono jej śmiercią. Miała również paść ofiarą próby otrucia

Po co przejmować się, że gdzieś tam na kresach państwa nasi żołnierze codziennie grabią, gwałcą, mordują? A ja próbuję nie dać zapomnieć, że nasza armia toczy taką paskudną wojnę. Dlatego od generałów, oficerów i od niektórych kolegów słyszę, że 'kwalifikuję się do likwidacji'. Ale ja nie ustąpię

- cytuje słowa dziennikarki Warszawski Ogród Sprawiedliwych - Dom Spotkań z Historią za Gazetą Wyborczą. 

W 2004 roku, gdy podróżowała samolotem do Biesłanu (miasto w Rosji), by dotrzeć na miejsce ataku terrorystycznego na lokalną szkołę, Politkowska źle się poczuła i straciła przytomność. Niektórzy uważają, że dziennikarka padła wówczas ofiarą próby otrucia poprzez środek, który miano wlać jej do napoju. - Ludzie czasem płacą życiem za mówienie głośno tego, co mówią. Mogą nawet zginąć za dostarczenie mi informacji. Nie jestem jedyną osobą w niebezpieczeństwie. Mam na to dowody - mówiła. Do kolejnego zamachu na jej życie doszło w 2006 toku.

 

Spekulacje wokół śmierci Politkowskiej 

Do zamachu doszło 7 października 2006 roku po godzinie 16:00. Ciało 48-letniej Anny Politkowskiej znaleziono w windzie moskiewskiego bloku, w którym mieszkała. W jej stronę zostały oddane cztery strzały, z czego jeden w głowę. Jej śmierć wywołała liczne spekulacje, a podczas odwiedzin Drezna przez Władimira Putina, niektórzy z tłumu protestujących krzyczeli w jego stronę "Morderca".

 

Sensację mediów dodatkowo podsycał fakt, że dziennikarka zmarła dokładnie w dniu 54. urodzin prezydenta Rosji. "Niektórzy sądzili, że sprawcy tego czynu chcieli ofiarować rosyjskiemu prezydentowi makabryczny 'prezent urodzinowy'. Bezpośredniego związku między dniem zamordowania Politkowskiej i urodzinami Putina nigdy nie stwierdzono" - możemy przeczytać na portalu "Deutsche Welle".

Po niemal sześciu latach od śmierci Politkowskiej na karę 11 lat pozbawienia wolności skazano szefa jednego ze stołecznych wydziałów Głównego Zarządu MSW. Odpowiadał on przed sądem za udział w zabójstwie i był również świadkiem koronnym. W 2014 roku, karę dożywotniego pozbawienia wolności otrzymali dwaj Czeczeni, z których, jednego oskarżono morderstwo, a drugiego za jego dokonanie. Wyrok otrzymało także trzech innych mężczyzn, z czego dwóch było braćmi skazanego za zabójstwo Czeczenia - otrzymali karę 14 i 12 lat kolonii karnej. 

Do tej pory sprawę zabójstwa Politkowskiej za niewyjaśnioną uważają m.in. koledzy z pracy dziennikarki. Redaktor naczelny "Nowaja Gazieta" - Dmitrij Muratow, podkreślił, że nie uznaje przedawnienia tej sprawy i żąda odnalezienia zleceniodawców morderstwa dziennikarki. - Zleceniodawcą zabójstwa jest polityka i wygląda na to, że to wielka polityka - cytuje niezależną, rosyjską gazetę "Rzeczpospolita". 

Zobacz też: Nieposłuszeństwo wobec Putina przypłacił życiem. Niemcow miał 55 lat, gdy zginął w centrum Moskwy

Więcej o: