Chcieli ukryć przed światem, że "Kursk" zatonął. W tym czasie marynarze czekali na śmierć

12 sierpnia miną 22 lata od zatonięcia jednego z najpotężniejszych okrętów podwodnych-"Kursk", a jego katastrofa wciąż owiana jest tajemnicą i niesie za sobą szereg pytań. Tragedia pochłonęła 118 ludzkich istnień i wstrząsnęła całym światem. Co naprawdę było jej przyczyną? I co chciała ukryć Rosja?

Rosyjski atomowy okręt podwodny K-141 Kursk powstał z myślą o przeciwzwalczaniu dużych jednostek nawodnych, przede wszystkim amerykańskich lotniskowców i ich grup uderzeniowych. W marynarce rosyjskiej klasyfikowano go jako atomowy podwodny krążownik rakietowy. Był to projekt 949A, seria: Antiej z napędem jądrowym trzeciej generacji. Ukończony w maju 1994 roku i jeszcze tego samego roku oddany do eksploatacji przez służby rosyjskie północnej floty.

Polska premiera filmu 'Kursk' odbędzie się 14 grudnia10 dni piekła na dnie morza. "Rozważaliśmy koprodukcję z Rosją. Szybko okazało się, że projektem zainteresowały się władze i wojsko"

Był to dwukadłubowy prawdziwy olbrzym o ponad 14 tysiącach ton wyporności i długości 155 metrów. Mieścił w sobie 118-osobową załogę. Według niektórych danych zaprojektowany i wyprodukowany w fabryce wózków dziecięcych. Prowadził działalność szkoleniową głównie na wodach arktycznych. W 1999 roku udał się na Morze Śródziemne, by śledzić działalność NATO  i prowadzoną w tym czasie operację Allied Force. Podwójny kadłub miał czynić go niezatapialnym. Katastrofa z sieepnia 2000 roku po jedynie 6 latach służby zakończyła jego żywot i zabrała na dno wszystkich członków załogi.

K-186 'Omsk', okręt siostrzany 'Kurska'K-186 'Omsk', okręt siostrzany 'Kurska' Wikimedia Commons / Domena Publiczna

Jak doszło do katastrofy okrętu "Kursk"?

6 lat od wprowadzenia okrętu do służby, latem 2000 roku wziął on udział w największych od upadku ZSRR działaniach szkoleniowych rosyjskiej marynarki wojennej. Miało to miejsce na Morzu Barentsa.

12 sierpnia miał być kolejnym z wielu dniem szkoleniowym. Dla załogi "Kurska" okazał się jednak ostatnim. Żołnierze otrzymali zadanie odpalenia dwóch torped, wtedy to doszło do tragedii. Okrętem wstrząsnęła eksplozja wywołana, według rosyjskiej komisji, wyciekiem nadtlenku wodoru napędzający pociski. W następstwie tego zdarzenia doszło do wybuchu pożaru i wywołania kolejnej eksplozji.  Podczas pierwszej eksplozji zostały zalane dwa z dziewięciu przedziałów jednostki, a w wyniku drugiej w kadłupie kadłubie została wyrwana dwu metrowa dziura. Na podstawie zapisów sonarowych, można stwierdzić, że po upływie 135 sekund od momentu pierwszej eksplozji, nastąpił drugi bardzo silny wybuch. W norweskiej stacji sejsmologicznej zanotowano wstrząs o sile 3 do 3,5 w skali Richtera, będący serią 5 do 7 wybuchów następujących kolejno po sobie w ciągu łącznie zaledwie 0,5 sekundy. Łączna siła wybuchu tej eksplozji szacowana jest na ekwiwalent 2 do 3 ton TNT. 

Okręt opadł na głębokość 108 metrów. Działające jeszcze chwilę wcześniej reaktory atomowe w wyniku eksplozji samoczynnie się wyłączyły, a pokładem zawładnęła nieprzenikniona ciemność. Dodatkowo w bardzo szybkim tempie zaczęła spadać temperatura. 23 ocalałych członków załogi zgromadziło się w jednym, według nich najbezpieczniejszym przedziale i w zimnie, mroku i malejącej ilości tlenu czekali na ratunek. Pomoc jednak nigdy nie nadeszła. Kiedy wreszcie udało się dotrzeć do statku, odnaleziono jedynie martwe ciała i zachowaną notatkę Dmitriiego Kolesnikowa, jednego z trzech oficerów, którzy przeżyli wybuch.

Oficer na skrawku papieru zapisał nazwiska 23 ocalałych oraz te słowa:

Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta. Poniżej jest lista ludzi z załogi innych przedziałów, którzy zgromadzili się w dziewiątym i będą próbowali wyjść. Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikow" 

Kolesnikow miał 27 lat. Był dowódcą siódmego turbinowego przedziału Kurska. Cztery miesiące wcześniej wziął ślub. 

Jakie podjęto działania, by uratować załogę zatopionego okrętu "Kursk"?

Rosja usiłowała przez dwa dni ukrywać tragedię przed światem i prowadziła działania na własną rękę. Mimo braku łączności radiowej okręt został odnaleziony dzięki echosondzie. Początkowo ratownicy nie znali wtedy nawet pozycji okrętu. Admirałowie nie mówili prawdy nawet ówczesnemu prezydentowi Władimirowi Putinowi. - Bali się, że może dojść do samoodpalenia rakiet Granit. Dlatego inne jednostki w pierwszej chwili w ogóle bały się podpływać do wraku "Kurska" - czytamy na wyborcza.pl. 

Z czasem z ofertą pomocy i ocalenia załogi wystąpiła Norwegia, Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone. Początkowo Rosjanie odmówili, decydując się na dalsze prowadzenie akcji ratunkowej samodzielnie. Dopiero pięć dni później władze na Kremlu poprosiły o wsparcie. 

W tym czasie rodziny marynarzy przeżywały ogromną tragedię. Bliscy do końca mieli nadzieję, że ktoś na okręcie przeżył. I częściowo mieli rację, bo 23 marynarzy przeżyło wybuch, jednak pomoc przyszła za późno. 

Ile mogi przeżyć marynarze? Trudno dokładnie to określić, ale szacunki wskazują na dwie-trzy godziny. Przyczyna zgonu marynarzy, którzy przeżyli wybuch, nie jest znana. Mógł to być brak tlenu, hipotermia czy narkoza azotowa. Ciała miały ślady poparzeń chemicznych. 

Na Morze Barentsa wyruszyła ekipa brytyjsko-norweska, a następnie dotarła do wnętrza Kurska 20 sierpnia 2000 roku. Sam wrak udało się podnieść dopiero 14 miesięcy później, w październiku 2001, po nieudanych próbach Rosjan, tym razem z pomocą specjalistów norwesko-holenderskich.

Wrak "Kurska" został przecięty na dwie główne części. Większa z nich pomijając dziób, który zawierał przedział torpedowy została wydobyta na powierzchnię. Kadłub następnie przetransportowano do stoczni w Roslakowie koło Siewieromorska. Tam w czerwcu 2002 roku wysadzono wydobyte fragmenty. Rodziny ofiar początkowo próbowały dochodzić sprawiedlwości i domagały się ukarania winnych, finalnie jednak nikogo nie ukarano. Bliscy otrzymali odszkodowania, a w miejscu, gdzie "Kursk" zszedł do wody, znajduje się pomnik. 

Kiosk okrętu jako pomnik załogi 'Kurska' w MurmańskuKiosk okrętu jako pomnik załogi 'Kurska' w Murmańsku Christopher Michel / Wikimedia Commons

Teorie spiskowe dotyczące zatonięcia okrętu "Kursk"

Wiadomo, że Rosjanie nie chcieli informować o katastrofie. Powodów mogło być kilka. Z jednej strony mogło to godzić w wizerunek mocarstwa, którego ta tragedia nie mogła nadszarpnąć. Z drugiej mówiło się, że Rosjanie obawiali się, że świat dowie się jaką technologią dysponuje. Jeszcze długo po tragedii spekulowano, że okręt został zatopiony poprzez trafienie torpedą uranową wystrzeloną przez Amerykanów, a nie zatonął w wyniku wypadku. Waszyngton ponoć nie chciał dopuścić do testów torped "Szkwał", które Rosjanie planowali sprzedać Chinom. Byłoby to wówczas największym wystawieniem na próbę relacji Rosji z USA od czasu upadku "Żelaznej kurtyny", a także testem dla świeżowybranego wówczas prezydenta Rosji Władimira Putina. Test ten Putin i tak oblał, bo kiedy marynarze z "Kurska" czekali na pomoc, prezydent był na urlopie i opalał się nad Morzem Czarnym. Kiedy kilka lat po katastrofie Larry King zapytał go na antenie CNN, co się stało z "Kurskiem", ten z uśmiechem odpowiedział, że "po prostu zatonął". Opinia publiczna była wzburzona. 

Anna PolitkowskaAnna Politkowska krytykowała Putina i wojnę. Dziennikarka została zamordowana

Ostatecznie jednak za oficjalną przyczynę tragedii podano opisany wyżej wyciek nadtlenku wodoru, który przyczynił się do pożaru i dwóch eksplozji. 

Zobacz też: Nieposłuszeństwo wobec Putina przypłacił życiem. Niemcow miał 55 lat, gdy zginął w centrum Moskwy

Więcej o: