Nie ma nic gorszego niż strach rodzica przed krzywdą, jaka może spotkać jego dziecko. Taki moment spotkał australijskiego tatę, który szybko rzucił się do akcji, gdy jego syna zaatakowały agresywne małpy na plaży znajdującej się na tajskiej wyspie Ko Phi Phi Don.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Riley Whitelum i Elayna Carausu, którzy dzięki swoim treściom podróżniczym zgromadzili 1,8 miliona subskrybentów na YouTube, odwiedzili niedawno "Małpią Plażę" w Tajlandii na Wyspie Ko Phi Phi Don, wraz ze swoimi dwoma synami, 5-letnim Lennym oraz rocznym Darwinem. Kiedy rodzina obserwowała małpy na plaży, jedna z nich zaczęła zaglądać do ich torby. Ojciec pobiegł w kierunku małpy, by ją odstraszyć, ale ta skierowała się w stronę najmłodszego dziecka. Agresywne zwierzęta udało się uchwycić na filmie, podczas ataku na rodzinę. Riley chwycił płaczącego syna, kiedy zaczęło się do nich zbliżać grupa pięciu małp, która następnie ich otoczyła. Inny przyjaciel, z którym podróżowała rodzina, złapał jego drugie dziecko. Inny znajomy pary, który był wówczas na plaży, powiedział:
Było gorączkowo. To było naprawdę przerażające, mogło przestraszyć go [przyp. red. Darwina] na całe życie.
Elayna Carausu wyznała później, że choć w torbie, do której chciały się dostać małpy, nie było jedzenia, znajdowały się tam portfele, paszporty i pieniądze. Starcie zakończyło się krwawiącą raną na dłoni, która powstała po ugryzieniu małpy. Groziła zakażeniem wścieklizną, wirusem, który jest śmiertelny dla ludzi. Riley Whitelum był oburzony zachowaniem ludzi na plaży, którzy tylko stali i przyglądali się całemu zajściu. Rodzina musiała udać się do miasta, gdzie uzyskali pomoc medyczną. Personel kliniki powiedział im, że leczy średnio dwie osoby dziennie po ukąszeniach małp. Whitelum opowiadał na filmie, że:
Muszę wbić pięć lub więcej igieł w ranę, lub wokół niej, potem pięć zastrzyków w ciągu 20 dni, a potem kolejny zastrzyk dzisiaj