Zadzwonił szwagier i zdziwiony rzucił: Ty żyjesz? Przecież jutro będzie twój pogrzeb

Pan Rafał Piotrowski na nic nie chorował, nie miał także wypadku, a mimo to uznano go za zmarłego. Pomyłka w szpitalu przeraziła nie tylko jego bliskich, ale także pozbawiła go pracy.

W Sosnowieckim Szpitalu Miejskim doszło do ogromnej pomyłki. Karetka przywiozła do placówki mężczyznę, który nie miał przy sobie dokumentów. Zanotowano jedynie jego rok urodzenia oraz imię i nazwisko. Niestety po 3 dniach pacjent zmarł.

Jak donosi Gazeta Wyborcza, pracownicy szpitala zgodnie z danymi odszukali pana Rafała Piotrowskiego, który leczył się kiedyś w ich szpitalu i poinformowali jego ojca o zgonie. Jednak mimo tego samego imienia, nazwiska i roku urodzenia, nie był to ten sam człowiek.

Niestety rodzina nie zdecydowała się na identyfikację zwłok, zamiast tego rozpoczęto przygotowania do pogrzebu. 42-letni pan Rafał nie utrzymywał z nimi bliskich stosunków, mimo to szwagier mężczyzny uznał, że odszuka jego partnerkę i złoży jej kondolencje.

Kobieta odebrała telefon i ze zdziwieniem wyznała, że nic nie wie o śmierci pana Rafała. Stwierdziła, że to jakiś głupi żart i przekazała słuchawkę "nieboszczykowi".

Ty żyjesz?! - krzyknął szwagier, słysząc głos Piotrowskiego. -Przecież na mieście wiszą już klepsydry, rozebrany został grób twojej mamy. Pochowamy w nim urnę z twoimi prochami - dodał.

42-latek był pewien, że po wyjaśnieniu sytuacji i odwołaniu pogrzebu temat jego śmierci zostanie zamknięty. Jednak bardzo się pomylił. Kiedy podjął nową pracę okazało się, że jego firma nie może odprowadzać jego składek do ZUS-u.

Straciłem pracę, bo pracodawca nie może zatrudniać nieboszczyków - żali się w rozmowie z Gazetą Wyborczą Piotrowski.

Mężczyzna podjął kroki, aby na nowo zaistnieć w społeczeństwie, jednak okazało się, że to nie będzie takie proste.

Tylko sąd może wskrzesić pana Piotrowskiego - informuje Maciej Maziarz, zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Sosnowcu.

Zmartwychwstanie pana Rafała może jeszcze chwilę potrwać. Prokuratura musiała zebrać odpowiednie dokumenty w sprawie. 12 marca trafiły one do sądu.

Drodzy Czytelnicy!

Wasz głos jest dla nas bardzo ważny. Dlatego chcemy pisać dla Was o rzeczach, które najbardziej Was interesują i są Wam najbliższe. Jeśli jest jakaś historia, którą chcecie nam opowiedzieć i się nią podzielić z innymi, jeśli jest jakaś sprawa, którą chcielibyście nagłośnić, jakiś problem, który chcecie rozwiązać - piszcie do nas na adres buzz_redakcja@gazeta.pl.

Czekamy na Wasze listy - Redakcja Buzz.gazeta.pl

Domowe syropy z warzyw i owoców wspomogą twoją odporność i pomogą w walce z przeziębieniem. Sprawdź, jak łatwo je zrobisz!