Kobiety w Paryżu wreszcie mogą nosić... spodnie. Zmienili absurdalne prawo

Francuzki odetchnęły z ulgą - za chodzenie w spodniach nie grozi im już areszt. Choć przepis z 1799 r. zupełnie nie przystawał do współczesności, do zeszłego czwartku był wciąż w mocy.

Zakaz wprowadzono po Wielkiej Rewolucji. Radykalni rewolucjoniści nazywani sankiulotami nosili długie spodnie. Prawa do noszenia długich spodni domagały się także rewolucjonistki, jednak im tego zabroniono.

Na początku XX w. prawo zostało zliberalizowane - od tej pory nosić spodnie mogły kobiety, które dosiadały konia lub jechały na rowerze .

Choć wcześniej wielokrotnie zwracano uwagę na absurdalność przepisu, nikt nie chciał go uchylić . Urzędnicy argumentowali, że zakazu i tak nikt nie egzekwuje i jest on częścią francuskiej "archeologii prawnej".

Dopiero obecna minister do spraw praw kobiet Najat Vallaud-Belkacem zniosła zakaz. Uznała, że jest ono sprzeczny z konstytucyjną zasadą równości płci . Od 31 stycznia Paryżanki, które wolą spodnie od spódnic nie łamią już prawa.