Samolot prezydenta znowu był oblodzony?

Lot był naprawdę krótki. Z Warszawy do Wisły - rzut beretem. I... znowu coś nie poszło. Lech Kaczyński odleciał z półgodzinnym opóźnieniem. Ale czy tym razem winą można obarczyć maszynę i słynny pech podróżny prezydenta? Sprawdziliśmy. Samolot nie mógł być oblodzony - bo dzisiaj jest środa.   

Rano pojawiły się doniesienia o kłopotach prezydenckiego samolotu na warszawskim Okęciu. TVN24 jako przyczynę opóźnienia startu podało oblodzenie skrzydeł. Tę wersję szybko jednak zdementowało wojsko i podało inny, hmm... dosyć istotny powód - brak pasażera . Lech Kaczyński po prostu spóźnił się na samolot.

Ale procedura odladzania również została zastosowana. Tak na wszelki wypadek. Naszym zdaniem - zupełnie niepotrzebnie. Podejrzewamy, że dowódca załogi samolotu podjął taką decyzję, wychodząc z założenia, że prezydent na pokładzie oznacza kłopoty . Uspokajamy - dzisiaj pech podróżny prezydentowi nie groził. Skąd to wiemy? Sprawdziliśmy.

Podeszliśmy do zagadnienia w sposób naukowy, zbadaliśmy sprawę numerologicznie i wyszło nam, że kłopoty z samolotem prześladują Lecha Kaczyńskiego tylko we wtorki i piątki. Tak było we wszystkich wcześniejszych przypadkach . A dzisiaj jest środa. O żadnym oblodzeniu nie mogło być mowy. Podejrzewamy spisek i robotę układu.

>KOLOROWA ALTERNATYWA DLA SZARYCH >NIUSÓW. DESER CODZIENNIE PRZEGLĄDA >BRUKOWCE. SPECJALNIE DLA CIEBIE.

Więcej o: