"Jak film grozy": mieszkają sami w ogromnym wieżowcu

W 32-piętrowym bloku na Florydzie mają same luksusy: marmurowe posadzki, duży basen z widokiem na rzekę i piękne mieszkanie. I ani jednego sąsiada. 

Rodzina Vangelakos z New Jersey kupiła mieszkanie w Fort Myers na Florydzie cztery lata temu, w samym środku boomu budowlanego. Kryzys nikomu wtedy nawet się nie śnił. Wpłacili zaliczkę i z satysfakcją patrzyli, jak ekipa dopieszcza ich gniazdko w budynku Oasis Tower One. Tam małżeństwo z trójką dzieci miało zamieszkać na stałe , gdy Victor Vangelakos, 45-letni strażak, przejdzie na emeryturę.

I wtedy przyszedł kryzys...

Potem jednak załamanie gospodarcze popsuło ich plany. Większość z pozostałych 200 przyszłych lokatorów nie była już w stanie wykupić swoich mieszkań. Ci nieliczni, którym się udało, przenieśli się do innego budynku, należącego do tej samej firmy. Po prostu tam było więcej ludzi. Vangelakosowie nie mogli tego zrobić ze względu na warunki kredytu hipotecznego. Zostali sami.

Victor i Cathy Vangelakos - samotni mieszkańcy wieżowca, fot. Christine Amario AP

- To jest piękny budynek. Kłopot w tym, że jest bardzo odosobniony - mówi ich adwokat, John Ewing. Rodzina przyjeżdża od czasu do czasu na Florydę na kilka dni - basen czy siłownia należą wtedy wyłącznie do nich. Reszta wieżowca zresztą też. Jak mówi Victor: - To jest upiorne. Jak w filmie grozy...

Oaza zamienia się w pustynię

Fontanna przed budynkiem jest wyłączona, automatyczne drzwi wejściowe do głównego holu zamknięte, w księdze gości ostatni wpis z 13. lutego 2009 r. - Czas zatrzymał się tutaj na sześć miesięcy - mówi Ewing.

Kiedy Vangelakosowie przyjechali tutaj na Boże Narodzenie, nie zwrócili uwagi na pustkę w budynku. Cieszyli się z pobytu. Jednak w ciągu następnych wizyt wieżowiec stawał się coraz bardziej opuszczony.

Najpierw zgasło oświetlenie basenu i palm, a pojemnik na śmieci przed ich mieszkaniem zastąpił zaplombowany zsyp. Cały czas parkowali na swoim miejscu - na drugim poziomie garażu. Potem tam też odłączono oświetlenie.

Robi się niebezpiecznie

Z czasem pojawiły się problemy z bezpieczeństwem: ktoś walił w drzwi w środku nocy, ktoś powrzucał leżaki do basenu. - Nie jestem tchórzem, ale to jest ogromny budynek - mówi Cathy Vangelakos.

Jednak rodzina nie zamierza opuścić mieszkania. Chcieliby, aby właściciel budynku odkupił od nich mieszkanie, które pochłonęło ich całe oszczędności życiowe. Na to się jednak nie zanosi.

Trwają zatem samotnie w ''Oazie'' na Florydzie. Kiedy Cathy Vangelakos wsiada do windy ze swoją córką Amandą, żeby wrócić do mieszkania, rozlega się automatyczny głos: ''W górę''. - W górę. Tylko to tutaj słyszymy - stwierdza rozżalona Cathy Vangelakos.

Więcej ciekawych historii na Deser.pl>>>

Więcej o: