Kandydat PiS rapuje bez cenzury o tym, co go boli [WIDEO]

Słuchamy i wiecie co? Nas też boli.

Pracy i chleba! Tego żąda - nawijając na ciężkim hiphopowym podkładzie - Jerzy Zuba,  kandydat do samorządu powiatu sanockiego z listy Prawa i Sprawiedliwości.

Aparycja wikinga i niski, męski głos z pewnością działają na korzyść twórczości pana Zuby. Szkoda tylko, że niski, męski głos jest kompletnie niezsynchronizowany z ruchami męskich ust. Kiepska synchronizacja? A może oryginalnym właścicielem głosu jest anonimowy raper?

Politycy dbają, żebyśmy się nie nudzili podczas tej kampanii: na warszawskim Bemowie Jarosław Oborski biega po podwórkach z mieczami, w Mysłowicach Grzegorz Osyra tańczy z seksownymi śpiewającymi bliźniaczkami. Niestety, podczas wyścigu o tytuł najoryginalniej promującego się polityka często cierpi zwykła solidność realizacji projektu. Panie i panowie - popracujcie nad tym jeszcze!

Więcej o: