Ludzie dzielą się na dwa rodzaje: tych, którzy podłączają ładowarkę, tylko wtedy gdy muszą naładować swój sprzęt oraz tych, którzy prawie nigdy nie wyciągają jej z gniazdka. Kto ma rację? Sprawdziliśmy, czy usuwanie zasilacza z kontaktu rzeczywiście wpływa na rachunek za prąd.
Za każdym razem, gdy w grę wchodzi elektryka, należy pamiętać o bezpieczeństwie. W neutralnych warunkach pogodowych podłączenie kilku ładowarek do jednego gniazdka nie stwarza żadnego zagrożenia. Wyjątkiem są sytuacje, podczas których możliwe są wyładowania elektryczne np. w czasie burzy. Używając rozgałęźnika lub przedłużacza trzeba jednak upewnić się, czy sprzęt jest w stanie wytrzymać powodowane przez zasilacze obciążenie. Jeszcze do niedawna, niektóre adaptery były skłonne do częstych zwarć, czy przegrzewania się, nawet gdy nie ładowaliśmy nimi żadnego urządzenia. Na szczęście, dzięki rozwojowi technologii, dziś ten problem w zasadzie nie istnieje.
Zgodnie z rozporządzeniem komisji Unii Europejskiej, zasilacze pozostawione bezczynnie w gniazdku nie mogą pobierać więcej niż 0,21 W. Dzięki temu ryzyko zwarcia takiego sprzętu jest bliskie zera. Co więcej, pobór energii ograniczany jest do minimum. Jednak czy wpływa to na wysokość rachunków za prąd? Według wyliczeń portalu spidersweb.pl jedna ładowarka wpięta na stałe do gniazdka wygeneruje w ciągu roku opłatę rzędu kilku złotych.
Eksperyment udowodnił także, że najnowsze zasilacze marki Apple i Samsung są w zasadzie niewykrywalne przez watomierz. Oznacza to, że licznik nie wykrywa żadnego zużycia energii, po odłączeniu telefonu. Pamiętaj jednak, że urządzenia takie jak telewizory, laptopy, czy komputery zużywają o wiele więcej prądu, nawet gdy pozostawione są w trybie uśpienia. Jeśli chcesz zaoszczędzić, odłączaj je od sieci po ich wyłączeniu.