18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

Został skazany za poćwiartowanie zwłok kolegi. Jego obrońcy twierdzą, że przeszedł przemianę

Gdy Witold Z. stanął przed wymiarem sprawiedliwości po 21 latach od popełnienia brutalnego zabójstwa, usłyszał wyrok 25 lat pozbawienia wolności. Prokuratura twierdziła, że to kara "rażąco niska" i doprowadziła do tego, że mężczyzna został skazany na dożywocie. Obrona Z. uważa z kolei, że nie ma dowodów na jego winę i domaga się jego uniewinnienia. Kasację w tej sprawie rozpatrzy Sąd Najwyższy.

Do brutalnej zbrodni doszło 19 czerwca 2000 roku niedaleko jeziora Zelwa na Podlasiu. Sześciu mężczyzn spędzało wówczas czas w pobliskim lesie, biesiadując przy ognisku. W pewnym momencie zakrapiana impreza przerodziła się w kłótnię, która zakończyła się śmiercią 34-letniego Stanisława B.

Zobacz wideo Tego nie wiedziałeś o badaniu wariografem. "Wszystkie pytania testowe są wcześniej przedstawione" [Oskarżam. Kryminalny cykl Gazeta.pl]

Mężczyźni mieli pokłócić się o nóż. NaTemat.pl podaje, że 27-letni wówczas Witold Z. miał być przekonany, iż Stanisław B. mu go ukradł lub gdzieś go schował i nie chciał oddać. W pewnym momencie wyciągnął kajdanki i przykuł swojego 34-letniego kolegę do drzewa. On i pozostali mężczyźni bili Stanisława B. przez kilka godzin. Kopali go, uderzali pięściami, okładali kijem. Z. miał zakończyć te tortury, wbijając nóż w okolice serca ofiary.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Gdy Stanisław B. umarł, jego oprawcy wrzucili jego zwłoki do samochodu, a następnie wywieźli je w inne miejsce. Ciało rozebrali, porąbali siekierą, a następnie ukryli jego fragmenty w kilku miejscach, aby utrudnić ich odnalezienie i identyfikację ofiary. Ubrania zmarłego spalili, podobnie jak krzewy w miejscu zbrodni. Wszystko po to, by zatrzeć ślady.

Czterech mężczyzn stanęło przed sądem. Główny podejrzany wyjechał za granicę

Stanisław B. był jedynym opiekunem dwójki dzieci. Jego żona zmarła kilka lat wcześniej. Szybko zaczęto poszukiwania 34-latka. 28 czerwca 2000 roku znaleziono pierwsze fragmenty ciała mężczyzny. Okazało się, że ktoś zakopał je na terenie żwirowiska w okolicy wsi Zelwa. Głowę Stanisława B. znaleziono kilka kilometrów dalej. 

Śledztwo doprowadziło policjantów do czterech uczestników imprezy nad jeziorem. Marek M. i Wiesław J.stanęli przed sądem i zostali skazani kolejno na 6 i 7 lat więzienia za udział w pozbawieniu wolności i pobicie Stanisława B. Do odpowiedzialności pociągnięci zostali także Krzysztof D. i Wiesław Piotr J., którzy usłyszeli wyrok 25 lat pozbawienia wolności.

D. i J. przyznawali się jedynie do pomocy w ukryciu zwłok. Twierdzili, że bali się Witolda Z. i dlatego wykonywali jego polecenia. Mówili, że mieli obawy, że podzielą los zamordowanego 34-latka i z tego powodu nie zgłosili się na policję, by poinformować o zabójstwie. Sąd uznał jednak, że zebrane dowody pozwalają wymierzyć im karę za udział w brutalnej zbrodni. Jednocześnie stwierdził, że obaj mężczyźni byli jedynie wykonawcami zabójstwa, a jego inicjatorem był Z.

27-latek nie stanął przed sądem ze swoimi kolegami, bo uciekł z kraju. Gdy sąd wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, okazało się, że Z. jest we Francji, gdzie odbywa karę więzienia. Portal wspolczesna.pl informuje, że odsiadywał tam karę za inne zabójstwo.

Winny czy niewinny? "Nie mieści się w zdrowym rozsądku"

Po tym, jak odbył karę we francuskim więzieniu, Z. został deportowany do Polski. Stało się to w połowie 2021 roku. Suwalska prokuratura okręgowa postawiła mu wówczas zarzuty pozbawienia wolności, pobicia i zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. 

W grudniu 2021 roku Sąd Okręgowy w Suwałkach skazał 48-letniego wówczas Witolda Z. na karę 25 lat pozbawienia wolności, ale wyłączył jawność uzasadnienia wyroku. Zarówno prokuratura, jak i obrońca odwołali się od decyzji sądu.

Obrońca Z. podkreślał, że nie ma dowodów, które jednoznacznie wskazywałyby na winę jego klienta. Twierdził, że obciążają go głównie zeznania Krzysztofa D. i Wiesława Piotra J., którzy próbowali się wybielić. Mówił także o tym, że w samochodzie Z., którym miał on przetransportować zwłoki zamordowanego, nie ma żadnych śladów, które wskazywałyby na to, że taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce.

Nie mieści się w zdrowym rozsądku, żeby trzech pijanych mężczyzn, którzy mieli uderzać kijami pokrzywdzonego wiele razy i przez wiele godzin, następnie zadawać mu ciosy nożem, nie mieliby śladów krwi, które nie naniosłyby się na przestrzeń pojazdu

- powtarzał w mowie końcowej adwokat Paweł Świetlicki.

Urszula Sobolewska-Deluga z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach podkreślała z kolei, że Z. był mózgiem całej operacji. 

Przecież on był osobą decydującą, miał kajdanki, zdecydował o przekłuciu do drzewa. Decydował o tym, co stanie się z ciałem. Udostępnił swój samochód. Dokonał odcięcia głowy, zakopując tułów i głowę w oddzielnych miejscach. Pozbawił ojca małoletnich dzieci. Nie liczył się z wołaniem o pomoc pokrzywdzonego, postępował w sposób bestialski, agresywny, brutalny

- mówiła.

Obrona Z. zapowiedziała kasację. "Nie jest tym samym człowiekiem"

15 czerwca 2022 roku zapadł wyrok przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku. Przyznał on rację prokuraturze, która podkreślała, że 25 lat więzienia za zbrodnię, której dopuścił się Z., to kara "rażąco niska". Oskarżyciel publiczny twierdził, że "koniecznym jest przede wszystkim zabezpieczenie społeczeństwa przed oskarżonym, ponieważ absolutnie nie rokuje żadnych szans na powrót do społeczeństwa i na resocjalizację".

Innego zdania są prawniczki, które zapowiedziały, że na wniosek skazanego wniosą kasację od wyroku sądu drugiej instancji. Będzie ją rozpatrywać Sąd Najwyższy.

My po analizie tych akt sprawy dostrzegłyśmy wiele nieprawidłowości w prowadzonym postępowaniu, przede wszystkim postępowaniu dowodowym. Tak naprawdę wersje wydarzeń tego feralnego dnia przedstawione przez poszczególne osoby diametralnie się od siebie różnią. (...) Dowodów wskazujących jednoznacznie na winę którejkolwiek z osób, które były w tej sprawie wspomniane, nie było. Dowody, które zostały zgromadzone, nie wskazywały w sposób stuprocentowo pewny na winę konkretnej osoby

- powiedziała adwokatka Marcelina Zielińska w podkaście Morderstwo (nie)doskonałe.

Prawniczka stwierdziła, że Witold Z. powinien zostać uniewinniony. Wskazała też, że "skutecznie przeszedł resocjalizację" podczas pobytu we Francji i nie jest tym samym człowiekiem, którym był wcześniej.

Więcej o: