Rok 1979 był wyjątkowy dla Sopotu. Festiwal Interwizji, bo tak się wtedy nazywał, prowadził przebrany za pszczołę i złego wilka Andrzej Rosiewicz, a koncert zagrało Boney M. Nigdy wcześniej polska scena nie gościła gwiazd tego formatu.
Ale żeby nie wszystkim było tak wesoło, władze zabroniły muzykom grać piosenkę ''Rasputin'', ponieważ godziła w relację Polski ze Związkiem Radzieckim. Jednak widownia nie dała się złamać i zażądała zagrania numeru. Wokalista również oznajmił, że nigdzie nie wyjadą nie zagrawszy Rasputina. Tak pękają mury.
Niestety występ nadano z jednodniowym opóźnieniem, tak by można było z niego usunąć ''szkodliwy'' fragment. Telewidzowie więc nie mieli już przyjemności z zagrania władzom na nosie w rytmie disco. A szkoda.
To, co dzisiaj może się wydawać niewinne, w 1979 roku miało charakter wywrotowy. Wykonanie Rasputina znajdziecie w 44. minucie koncertu, a zaraz po nim przebój, który niedawno przeżył drugą młodość - tak, to zasługa Boney M. Miejmy nadzieję, że w obecnych czasach to Władimir Putin nie poczuje się urażony...
Więźniarek, transwestytów, muzułmanów - najdziwniejsze konkursy miss >>

Choć w 1988 roku gwiazdą festiwalu w Sopocie była Kim Wilde, show skradli jej anonimowi fani. Najpierw adoratorzy wdarli się na scenę, by wręczyć kwiaty i poprosić o autograf. Chwilę później otoczyli Kim i zaczęli walczyć o jej względy w tanecznej bitwie wszech czasów. Choć było niezręcznie, panowie zachowywali się jak dżentelmeni i podczas kręcenia piruetów nikt nie ucierpiał
Samo wideo przypomina nam jeden z tekstów T-raperów znad Wisły: ''Hej mężowie bacznie strzeżcie swoich kobiet, bo grasuje doręczyciel, uwodziciel''. Ot co.
Rok 1988 obfitował w niezręczne momenty, ale ich absolutnym królem okazał się debiutujący Krzysztof Antkowiak z piosenką Jacka Cygana ''Zakazany Owoc''. Niezależnie od tego, z której strony by go nie ugryźć, nie opuszcza nas wrażenie, że coś tu jest nie tak.
Numer traktuje o kuszeniu świętoszka, a wokaliza przyprawia o ciarki. Podmiot liryczny stoi na straży niewinności i wydaje się nie popuszczać, choć pokusa jest wielka. Zobaczymy, jaki będzie twardy, jak zda do liceum.
Widownią docelową Sabriny Salerno zawsze byli mężczyźni. Wszyscy to wiedzą. No bo kto inny z taką pasją realizował ich fantazje w paśmie popołudniowym? Po raz pierwszy ''polskie chłopaki'' mogły usłyszeć jej niesforną angielszczyznę i megahit lat 80. ''Boys'' na festiwalu w Sopocie w 1988 (co za rocznik dla Sopotu!). Wtedy niejednemu Panu podskoczyło ciśnienie. Ale to nic w porównaniu z jej występem z 2008, kiedy festiwalem zajmowała się stacja TVN.
Okazało się, że Sabrina ani trochę się nie zestarzała i nadal ma to ''coś''. Nawet aranż nieco zaktualizowano o wpływy takich gigantów jak... Fun Factory, wystarczy posłuchać dziarskiego motywu z 2:58. Całość to Sabrina do kwadratu z niespodzianką. Jeśli Panowie szukają mostu pokoleniowego między ojcem a synem, to spróbujcie od nagrań Salerno.
Dla porównania, wykonanie z 1988:
Sopot miał wielu znakomitych gospodarzy: Irenę Dziedzic, Andrzeja Rosiewicza czy Lucjana Kydryńskiego. Ale duet Raczek-Torbicka nie był zbyt udany. Narastające napięcie między konferansjerami poskutkowało spięciem w walce o dominację w tłumaczeniu słów Dietera Bolena z Modern Talking przed koncertem w barwach nowego zespołu: Blue System. Biedak znalazł się na linii ognia, na czym ucierpiała jego wypowiedź, a dokładnie - jej sens. No cóż, widownia miała do wyboru dwie wersje.
Ale filmik ma jeszcze jeden rozbrajający szczegół. Zwróćcie uwagę na to, jak odpowiada publiczność na pytanie o przebój, który chciałaby usłyszeć...
A to już klasyka. Mandaryna to jedyna artystka, która na jednym festiwalu przeżyła swój największy sukces i porażkę zarazem. Występ pochodzi z 2005 roku i jedyne, co na nim się udało, to... wybór piosenki na autorskie wykonanie. Może wokalistka mogłaby liczyć na uznanie jury, gdyby stawką w konkursie była bursztynowa wrona, a nie słowik.