Tomasz Lis był kiedyś prawdziwą gwiazdą wśród dziennikarzy. Właśnie dlatego wszyscy internauci oszaleli z sympatii, kiedy prezenter "Faktów" wściekł się na tajemniczego "Grzesia" za kulisami dziennika, bo pokazał się od ludzkiej strony. I jak przystało na dziennikarza, okazał prawdziwą troskę o widza.
To jest absolutnie ulubione viralowe mp3 redaktora B. po dziś dzień. Przede wszystkim zachwyca go fakt, że redaktor, który przeprowadzał wywiad z fanami hip-hopu z Zielonej Góry (podejrzewamy znanego z 4fun.tv Kędziora) nie dał się zniechęcić opornym rozmówcom i dzięki temu zabrnął w samo jądro ciemnoty. To nagranie to bezdenna studnia cytatów. Kropka.
W kwestii frustracji ten facet powiedział absolutnie wszystko. OSTRZEGAMY: dużo przekleństw.
Według redaktora B. to prostu najśmieszniejsza polska komedia wszech czasów. Tak... śmieszniejsza od "Misia" i "Samych Swoich". Od Rejsu może nie. Niemniej jednak "Bułgarski pościkk" w kręgach niezależnych filmowców uznawany jest za kultowy. Film łączy slapstick z humorem absurdalnym i bardzo dosadnym. Ci którzy widzieli, wiedzą o czym mówimy. Resztę zachęcamy do obejrzenia. Szczególnie polecamy scenę w wypożyczalni kaset wideo.
Słowa: "O, widzę, że Pan się ładnie przedstawił przed nami tutaj, w tej chwili słuchaczom... przed milionami słuchaczy" słyszeli chyba wszyscy, którzy pamiętają odgłos łączenia się modemu z internetem.
W tym "legendarnym" nagraniu poznajemy opinię pewnego jegomościa o tajnym współpracowniku CIA i pułkowniku Wojska Polskiego - Ryszardzie Jerzym Kuklińskim. To, co urzeka w tej "empetrójce", to rozbrajająca szczerość rozmówcy. Pokolenie przemówiło. No cóż, może facet kojarzył pułkownika jedynie pod pseudonimami Jack Strong i Mewa?
Radiostacja była kiedyś ulubioną stacją młodzieży. I nic w tym dziwnego - puszczała kapitalną muzykę, miała charyzmatycznych spikerów, rewelacyjne audycje i genialne billboardy autorstwa malarzy z grupy "Ładnie" (Bujnowski, Maciejowski, Sasnal). Goście radiowców czuli się jak w domu i z chęcią odpowiadali na każde pytanie.
Ale komu, jak komu, to Liroyowi trafiły się te najtrudniejsze. W trakcie udzielania wywiadu w jednym z programów hip-hopowych słuchacze zasypali rapera gradem wyrzutów i wyzwisk. Muzyk nie pozostawał im dłużny. A my zostaliśmy świadkami najlepszej wymiany złośliwości w historii radia.
To mp3 krążyło w czasach tak zamierzchłych, że przekazywano je sobie na dyskietkach i kaseciakach. Dzięki tym dwóm nośnikom piosenka stała się tak popularna, że nuciło ją niemal każde dziecko na podwórku, biwaku i w drodze ze szkoły. Melodię piosenki "pożyczono" od Puffa Daddy'ego, który pożyczył ją z kolei od The Police.
W zamierzeniu rapera piosenka miała być pożegnaniem jego dobrego przyjaciela - Notoriousa B.I.G. Dla nas była "historią o Mietku, pijaku". Mietku, pamiętamy.
Choć głos z offu nie należy do Jacka Gmocha, to duch jego komentarzy unosi się w powietrzu.
Ptyś, lody Bambino, Kukuruku, guma Turbo - słodycze, których już nie ma >>>
