Przez 30 lat udawał saudyjskiego księcia. Wydało go zamiłowanie do jedzenia

Anthony Gignac przez blisko 30 lat wyłudzał pieniądze, podając się za bogatego księcia z Arabii Saudyjskiej. Wpadł, bo jego potencjalny wspólnik zobaczył, jak objada się mięsem.

Co wiemy o Arabii Saudyjskiej? Pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to pustynia i potworny upał, drugie, to nieprzyzwoicie bogaci szejkowie, luksusowe samochody i złoto na każdym kroku. Taki przynajmniej obraz rozpowszechniany jest na co dzień w mediach.

Nic więc w sumie dziwnego, że każdy, kto spotkał na swojej drodze człowieka podającego się za bogacza z Arabii Saudyjskiej, podchodził do niego z wielkimi nadziejami i z zaszczytami jegomościa traktował. Tak też było z pewnym ''księciem'', który przez 30 lat okradał różnego rodzaju instytucje w Ameryce.

Fałszywy książę al-Saud

Anthony Gignac, bo o nim tu mowa, pochodził z Kolumbii. Z żadną zamożną rodziną z Arabii nie był spokrewniony, a jedyna, do której przynależał, to jego adopcyjni rodzice z Michigan. Mimo to przez lata zapewniał ludzi, że jest księciem z rodu króla Chalida bin al-Sauda i na co dzień opływa w takie luksusy, że właściwie nie ma co robić z nagromadzonymi pieniędzmi. 

Jego przestępcza przygoda zaczęła się stosunkowo niewinnie. W 1991 roku miał nabić hotelowi i firmie wynajmującej limuzyny rachunek na kwotę 10 tysięcy dolarów. Dwa lata później aresztowano go za oszustwa i wyłudzanie pieniędzy, jednak nie sprawiło to, że przestał popełniać przestępstwa. Już miesiąc później rejestrował się w hotelu, podając jako swoje, nazwisko księcia al-Sauda.

W 1994 roku ''książę'' Anthony Gignac zgłosił się do jednego z amerykańskich uniwersytetów, by zaproponować mu ogromną darowiznę. Obiecał przekazać uczelni 45 milionów dolarów i jedyne, czego oczekiwał w zamian, to opłacenie podatków. Uczelnia oczywiście na propozycję przystała, przesłała mężczyźnie 16 tysięcy dolarów, a ten, jak łatwo się domyślić, zniknął. 

To jednak nie koniec przygód księcia-oszusta. Przez długie lata naciągał ludzi na pieniądze, zaciągał długi, a nikt nie wątpił w ich spłacenie, bo przecież saudyjski książę musi mieć co najmniej górę pieniędzy. Żaden z okłamanych przez Gignaca ludzi zwrotu oczywiście nie uświadczył i mężczyzna w końcu, po kilkunastu latach, trafił w 2004 roku za kratki. 

Ostatni przekręt ''księcia''

Historia lubi się jednak powtarzać, a resocjalizacja w przypadku naciągacza z Michigan zdecydowanie nie przyniosła oczekiwanych efektów. Gdy po dwóch latach Gignac wyszedł na wolność, znowu stał się księciem, wkroczył na przestępczą ścieżkę i uparcie kroczył nią aż do 2017 roku. 

Wtedy też mężczyzna próbował swoich sił jako al-Saudi po raz ostatni. Gdyby mu się udało, byłby milionerem. Ale nie wyszło. Przez łakomstwo. 

Anthony Gignac chciał nawiązać współpracę z deweloperem Jeffreyem Safferem, któremu zaoferował 440 milionów dolarów na budowę luksusowego kurortu. Biznesmen zainteresowany współpracą z saudyjskim księciem, zaprosił go do swojego domu, by omówić szczegóły. 

''Książę'' zajechał pod posiadłość dewelopera pięknym ferrari na dyplomatycznych tablicach (na takie przynajmniej stylizowane były te kupione przez niego w sieci), czym zdecydowanie zaimponował potencjalnemu wspólnikowi. Przy następnym spotkaniu pokazał mu zaświadczenie z saudyjskiego banku, który gwarantować miał inwestorowi 600 milionów dolarów. Dokument oczywiście był podrobiony. 

Wszystko poszłoby pewnie po myśli oszusta, gdyby nie wspólny posiłek z deweloperem. Saffera zaniepokoił fakt, że muzułmanin, książę z Arabii Saudyjskiej, zajada się wieprzowiną. To zasiało w głowie inwestora ziarno niepewności, zlecił więc dokładne sprawdzenie księcia. 

Anthony Gignac czeka na wyrok

W listopadzie 2017 roku policja w końcu aresztowała Gignaca. W jego sprawie toczy się proces, w wyniku którego w maju przyznał się do oszustwa. Wyrok w sprawie rzekomego księcia zapaść ma już w sierpniu - podaje Mirror.

Drodzy Czytelnicy!
Wasz głos jest dla nas bardzo ważny. Piszcie do nas na adres buzz_redakcja@gazeta.pl.
Czekamy na Wasze listy - Redakcja Buzz.gazeta.pl