Celnicy z zachodniopomorskiej Krajowej Administracji Skarbowej poinformowali o nietypowym znalezisku w jednej z paczek, która miała trafić z zagranicy do mieszkańca Koszalina. Z pozoru zwykła koperta okazała się być dość interesująca, a po otwarciu nawet i szokująca. Co zamówił odbiorca?
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Do urzędów celnych w Polsce regularnie trafiają przesyłki o zaskakującej zawartości, a jedna z takich sytuacji miała ostatnio miejsce w Szczecinie. Jak widać, pomysłowość społeczeństwa nie zna granic i sprowadzają z zagranicy takie specyfiki, o których prawdopodobnie wiele osób nawet nie śniło. Pewien mieszkaniec Koszalina zamówił tabletki z Tajlandii. Co zawierały w środku?
Przesyłkę wykryli funkcjonariusze służby celno-skarbowej podczas kontroli paczek i przesyłek w oddziale celnym przy Poczcie Polskiej w Szczecinie. Nadana była w Tajlandii i miała trafić do obywatela polskiego mieszkającego w Koszalinie. W przesyłce znajdowało się 80 sztuk kapsułek o nazwie Crocodile blood
- wyjaśniała rzeczniczka prasowa Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie Małgorzata Brzoza, której wypowiedź cytuje dziennikbaltycki.pl.
Produkty z krwi gadów są popularne m.in. w Tajlandii i innych krajach tego regionu, ale czy są w ogóle legalne? Sprzedawane w Tajlandii mają być suplementem, który rzekomo wspomaga leczenie raka, lecz mieszkaniec Koszalina na pewno już ich nie dostanie. Okazało się, że suszona krew pochodzi od krokodyla syjamskiego, który objęty jest ścisłą ochroną. Dodatkowo należy przypomnieć, że przewóz przez granicę żywych okazów roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem oraz wykonanych z nich przedmiotów (bez specjalnych pozwoleń) jest przestępstwem. Mieszkaniec Koszalina może zostać ukarany karą grzywny lub nawet karą pozbawienia wolności, lecz na ten moment nie ma konkretnych informacji, a sprawą zajmuje się Dział Dochodzeniowo Śledczy Zachodniopomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Szczecinie. Z pewnością już niebawem dowiemy się czegoś nowego, jednak pamiętajmy, aby uważać na to, co zamawiamy z zagranicy.