I chociaż zarówno Grenlandia, Dania jak i Panama zdecydowanie odrzuciły pomysły Donalda Trumpa, to sam polityk nie chciał wykluczyć możliwości, że USA użyją siły, by przejąć kontrolę nad interesującymi go ziemiami. Oczywiście wspomniał też o możliwej presji ekonomicznej. Po co Trumpowi te ziemie?
Z powodu ocieplenia się klimatu szacuje się, że w ciągu ostatnich 30 lat stopiło się 28 tys. kilometrów kwadratowych pokrywy lodowej i lodowców Grenlandii, co stanowi obszar porównywalny do powierzchni stanu Massachusetts (i nieco mniejszy od powierzchni woj. wielkopolskiego). Jeśli lód stopi się całkowicie, może to spowodować wzrost poziomu mórz nawet o siedem metrów.
Cofający się lód Grenlandii może odsłonić obszary idealne do wykonywania wierceń w poszukiwaniu ropy naftowej i gazu oraz do wydobywania minerałów, takich jak miedź, lit, nikiel i kobalt. Te zasoby mineralne są niezbędne dla wielu gałęzi przemysłu, które produkują turbiny wiatrowe, linie przesyłowe, baterie i pojazdy elektryczne. Ta sytuacja budzi oczywiście międzynarodowe zainteresowanie, ale też obawy przed zanieczyszczeniem i dewastacją środowiska.
Już teraz zmniejszająca się pokrywa lodowa Grenlandii sprawiła, że w ciągu ostatnich 10 lat ruch statków w Arktyce wzrósł o 37 procent. Dalsze topnienie może otworzyć drogę do powstania nowych szlaków handlowych. To jednak, jak zauważa prof. Amanda Lynch z Brown University, może zwiększać ryzyko katastrof ekologicznych. Statki z niektórych krajów nie są zaprojektowane do wytrzymywania w warunkach arktycznych, co nie będzie ich raczej powstrzymywało przed skróceniem sobie trasy. - Wyciek ropy lub innej toksycznej substancji jest nieunikniony. Na dodatek mógł już się wydarzyć, tylko z powodu małej kontroli tego obszaru, nic o tym nie wiemy - dodaje prof. Lynch.
Żegluga przez Morze Arktyczne z Europy Zachodniej do Azji Wschodniej pozwala skrócić czas transportu o około 40 procent w porównaniu do żeglugi przez Kanał Sueski. Dalsze topnienie może więc otworzyć jeszcze więcej szlaków handlowych.
Były doradca Trumpa, Robert C. O'Brien, zasugerował, że zmiana klimatu może być jednym z czynników, które wpłynęły na tak zdecydowane wystąpienia przyszłego prezydenta USA w sprawie Grenlandii. Co ciekawe, sam Trump nazywa zmianę klimatu mistyfikacją i w nią nie wierzy.
Kanał Panamski to szereg śluz i zbiorników wodnych, który łączy Atlantyk i Pacyfik oraz oszczędza statkom konieczności pokonywania 18 tys. kilometrów kwadratowych, aby opłynąć Amerykę Południową. W 2023 roku długotrwała susza spowodowała zakłócenia w działaniu kanału. Poziom wody w jeziorze, który stanowi główny rezerwat hydrologiczny, spadł do historycznie niskiego poziomu. W związku z tym władze Panamy musiały ograniczyć żeglugę. Niektóre statki czekały tygodniami, by przepłynąć kanał.
Bezpośrednią przyczyną tej sytuacji było zjawisko pogodowe El Niño, które może trwać nawet kilka lat. Zmiana klimatu może też przedłużać okresy suszy. Z tego powodu Panama zaproponowała zatamowanie pobliskiej rzeki Indio, w celu zabezpieczenia rezerw wody. Z drugiej strony Kanałowi Panamskiemu może zagrozić też podniesienie się poziomu oceanów na skutek topnienia lodowców - to może prowadzić do powodzi i erozji brzegów kanału.
Szlaki handlowe w Grenlandii mogą nieco ograniczyć ruch przy Kanale Panamskim, ale nie wykluczą go całkowicie. Dlatego też Donald Trump chce zdobyć oba te miejsca i stać się poniekąd monopolistą. - Jego działania to w pewnym sensie pośrednie potwierdzenie, że zmiana klimatu jest faktem i stwarza nowe globalne wyzwania - uważa Chris Field, dyrektor Instytutu Środowiska na Uniwersytecie Stanforda.
Czemu jednak Trump rości sobie prawa do Kanału Panamskiego? W wystąpieniu mówił o "zwróceniu" tego terenu "w całości, szybko i bez zadawania pytań". Stany Zjednoczone w XX wieku zbudowały bowiem Kanał Panamski i przez dziesięciolecia utrzymywały kontrolę nad nim samym i otaczającym go terenem. W latach 70. XX wieku przekazały go jednak Panamie.
Rewelacje Donalda Trumpa spotkały się oczywiście ze zdecydowaną reakcją. Prezydent Panamy José Raúl Mulino wykluczył dyskusję na temat oddania kontroli nad Kanałem Panamskim. - Każdy metr kwadratowy Kanału Panamskiego i przyległego obszaru należy do Panamy i tak pozostanie - powiedział. Trump odpowiedział wówczas w mediach społecznościowych: "Zobaczymy" i opublikował zdjęcie flagi USA nad kanałem z tekstem "Witamy w Kanale Stanów Zjednoczonych!".
Premier Grenlandii Mute Egede po raz kolejny przypomniał, że wyspa jest autonomicznym terytorium Danii, posiada własny rząd i "nie jest i nigdy nie będzie na sprzedaż". Trump wówczas zagroził, że jeśli jego próba kupienia Grenlandii zostanie odrzucona, to nałoży "bardzo wysokie" taryfy celne na Danię.
Donald Trump po raz pierwszy proponował przejęcie kontroli nad Grenlandią "w celach bezpieczeństwa narodowego i wolności" już w 2019 roku. Powiedział wówczas na konferencji prasowej, że w zakup największej wyspy świata nie różniłby się w zasadzie od "transakcji dużej nieruchomości". Stwierdził też, że Grenlandia "bardzo szkodzi Danii, która traci 700 mln dolarów rocznie na pomoc finansową" dla tej wyspy. - To absurdalna dyskusja. Mam szczerą nadzieję, że nikt nie traktuje tego poważnie - powiedziała w 2019 roku ówczesna duńska premierka Mette Frederiksen.
Wcześniej podobny pomysł miał prezydent Harry Truman, który w 1946 roku zaoferował Danii 100 mln dolarów w złocie, by móc przejąć Grenlandię. Powodem miały być rosnące napięcia między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim, a Grenlandia, która znajdowała się między dwoma krajami, była postrzegana jako potencjalne pole bitwy. Oferta została potraktowana przez Danię jako "lekka zniewaga".
Grenlandia jest autonomiczną częścią Danii. Na wyspie żyje mniej niż 60 tys. osób, z czego większość to Inuici - osadnicy nordyccy, którzy przybyli w tę część świata ponad tysiąc lat temu. W 1700 roku wyspę zaczęła kolonizować Dania. Obecnie Grenlandia może cieszyć się dużą autonomią i swoim przedstawicielstwem w parlamencie Danii.
Zakup i sprzedaż Grenlandii wymagałyby zmiany konstytucji Danii - to jest zresztą mało prawdopodobne, ponieważ ani Dania, ani Grenlandia nie przyjęły sugestii dotyczących możliwości sprzedaży wyspy. Na skutek słów Donalda Trump król Danii - Fryderyk - zmienił herb królewski i wyeksponował w nim niedźwiedzia polarnego symbolizującego Grenlandię oraz barana, który reprezentuje Wyspy Owcze. I chociaż w ostatnim czasie Grenlandia i Dania miały nieco bardziej napięte stosunki, co wiązało się z chęcią uzyskania pełnej niepodległości przez wyspę, to terytorialne zapędy Donalda Trumpa mogą je do siebie zbliżyć.