"Zespół autobrowaru"może brzmieć jak wymyślona choroba. Jednak na świecie odnotowano co najmniej kilka jej przypadków, a dla chorych konsekwencje są bardzo poważne. W układzie trawiennym chorego dochodzi do procesu fermentacji i wytworzenia alkoholu. Za proces mają być odpowiedzialne drożdże Saccharomyces cerevisiae.
Symptomy mogą bardzo negatywnie odbić się na codziennym funkcjonowaniu. Są to objawy związane z obecnością alkoholu: dezorientacja, suchość w ustach, zawroty głowy; ale też utrata przytomności i zespół jelita drażliwego.
Przypadłość znana też jako zespół fermentujących jelit jest bardzo rzadka. Udokumentowano tylko kilka jej przypadków na świecie (choroba może być niewykryta przez lata). Jednym z cierpiących na zespół autobrowaru może być Tomasz Opalach, którego sprawę opisała "Gazeta Wyborcza" w reportażu z cyklu "Witamy w Polsce".
Choroba Opalacha objawiła się po raz pierwszy w połowie 2017 roku. Mężczyzna nagle stracił przytomność w kolejce do kasy. Po kolejnym taki przypadku trafił do szpitala. Badania wykazały, że ma ponad promil alkoholu. Jak relacjonowali reporterce Ludmile Anannikovej Opalach i jego żona, z tego powodu lekarze gorzej ich traktowali.
Omdlenia zaczęły zdarzać się coraz częściej. Towarzyszył im ból w klatce piersiowej, odrętwienie. Mężczyzna był odsyłany ze szpitali z kwitkiem. Po jednym z ataków zabrano go do zakładu psychiatrycznego w Tworkach. Udało się go wypisać dzięki interwencji prawnika. W międzyczasie stracił pracę jako ochroniarz.
Żona Opalacha znalazła w internecie informacje o zespole autobrowaru. Przez jakiś czas pomagała dieta zalecana dla chorych (m.in. wykluczenie węglowodanów). Na początku tego roku mężczyznę przyjęto na oddział neurologii w szpitalu na Bródnie. Tam lekarze przeprowadzili eksperyment: dali mężczyźnie do zjedzenia kawałek pizzy i gazowany napój.
I rzeczywiście - badania wykazały, że w jego organizmie ujawnił się alkohol. Lekarze przyznali, że układ pokarmowy sam wytwarza alkohol, a Opalach może być jedną z kilku osób z zespołem autobrowaru. Podkreślają jednak, że schorzenie jest słabo udokumentowane.
W rozmowie z magazynem "Logo" w 2016 roku prof. Andrzej Dąbrowski, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, mówił o "braku dowodów naukowych" na istnienie takiej choroby. - Dopóki nie potwierdzą tego wiarygodne badania na szerszą skalę, zjawisko to pozostaje w sferze niejasności - ocenił.
- Problem ten jest więc bardzo rzadki. Mocno wątpię, aby wymagał nagłośnienia i niepokojenia społeczeństwa. Nie spotkałem się z opisem przypadku tego zespołu w Polsce - mówił wtedy z kolei prof. Tomasz Mach, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Hepatologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Choć choroba wciąż nie została dokładnie zbadana, to jej inne przypadki były opisywane już kilkukrotnie. W 2013 roku opublikowaliśmy artykuł "Deutsche Welle" o sprawie 61-letni Teksańczyka. Mężczyzna trafił do szpitala z 3,7 prom. alkoholu we krwi i zarzekał się, że w ogóle nie pije alkoholu.
- Ni z tego, ni z owego nagle był kompletnie pijany - cytuje przełożoną pielęgniarek szpitala w Carthage. Lekarze podejrzewają, że mają jednak do czynienia z krypto alkoholikiem, zanim sprawą nie zajął się gastroloenterolog. W przewodzie pokarmowym pacjenta odkrył on ślady drożdży i przeprowadził z pacjentem specjalne badanie. Lekarze stwierdzili, że po spożyciu węglowodanów w organizmie pojawił się alkohol.
Na zespół autobrowaru ma cierpieć też Brytyjczyk Matthew Hogg, który o swojej przypadłości mówił w rozmowie z vice.com. Jak opowiadał, problemy z trawieniem miał od dzieciństwa. Z czasem pojawiły się objawy zespołu autobrowaru: po posiłkach bogatych w węglowodany miał bóle głowy, nudności, trzęsące się ręce.
Lekarze w Londynie postawili diagnozę. - Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Przestałem uprawiać sport, ponieważ męczyła mnie nawet krótka przebieżka,(...) Ucierpiało też moje życie towarzyskie, czułem się samotny - mówił. Od kilkunastu lat stosuje specjalną dietę, by łagodzić objawy choroby.
Podobna była sytuacja Nicka Hessa, którego historię opisało trzy lata temu BBC. Z początku nie wiedział, dlaczego po posiłkach zaczyna się źle czuć, wymiotować, czuć jak pijany. Przez lata nie uzyskał pomocy. Dopiero dzięki znalezieniu informacji o chorobie skontaktowali się z lekarzem, który przeprowadził stosowne badania.
Jednak pomimo tych przypadków cytowany przez BBC toksykolog Wayne Jones nie jest przekonany co do relacji nt. zespołu autobrowaru. Zwraca uwagę, że wytworzony w jelitach alkohol zostałby przetworzony w wątrobie, zatem chorzy nie mogliby "upić się" nim.
Drodzy Czytelnicy!
Jeśli jest jakaś sprawa albo historia, którą chcecie nagłośnić - piszcie do nas na adres buzz_redakcja@gazeta.pl. Czekamy na Wasze listy!