Rob Sloan zajął trzecie miejsce w maratonie odbywającym się w brytyjskiej miejscowości Kielder. Był świetny czas (2:51), medal, gratulacje i uśmiechy. Na tym by się skończyło, gdyby nie mały szczegół - inni zawodnicy nie mogli sobie przypomnieć, by Rob ich wyprzedzał. Ponadto jako jedyny zawodnik osiągnął lepszy wynik w drugiej niż pierwszej części biegu.
Dotknięty tymi oskarżeniami mężczyzna nie krył oburzenia.
- Jestem zdenerwowany i zły z powodu tych oszczerstw. To śmieszne - twierdził.
Okazało się, że jednak nie takie śmieszne. Przyciśnięty do muru w końcu przyznał, że po 32 kilometrach poczuł zmęczenie i... podjechał autobusem. Znaleźli się świadkowie, którzy widzieli, jak 31-latek skrywa się za drzewem i tuż przed metą wskakuje na trzecią pozycję.
ZOBACZ: Mimo skurczów pobiegła w maratonie. Urodziła prawie na mecie [ZDJĘCIA]
Pomysłowemu biegaczowi odebrano medal. Został również wykluczony ze swojego klubu Sunderland Harriers. Prawdopodobnie nie będzie też mógł brać udziału w kolejnych maratonach.
Sprawiedliwości stało się zadość. Medal trafił do Stevena Cairnsa, który nie kryje rozgoryczenia postawą biegacza. Na swoim profilu na Facebooku napisał:
- Przez cały czas byłem trzeci, ale jakimś cudem po przekroczeniu mety byłem czwarty. On ukradł mi moją chwałę i chwile na podium - pisze.
Chęć zwycięstwa jest tak silna, że z pewnością jeszcze wiele razy usłyszymy o podobnych zdarzeniach.
Masz konto na Naszej Klasie? Dołącz do grupy Deseru i bądź na bieżąco >>>
Własnymi rękami wybudował rodzinie domek z Hobbita. Cena...? [ZDJĘCIA] >>
Najgorsze portrety rodzinne, jakie widzieliście [FOTO] >> >>