Któregoś bardzo pechowego dnia niejaki Mike zadzwonił do klienta. W słuchawce usłyszał głos policjanta. - Znał pan Toma Mabe'a? Był pan jego przyjacielem? Biedny telemarketer próbował wyjaśnić po co dzwoni, jednak rozmówca mu przerwał: - Chłopaki zróbcie naprawdę dobre zdjęcia ciała! Po takim wstępie - też byśmy spanikowali.
Oficer Clarke oznajmił: pan Mabe nie żyje (...), chcę zadać panu kilka pytań. Po pierwsze: co łączyło pana z Tomem Mabe'em? - Nic mnie z nim nie łączyło. Przepraszam, że przeszkodziłem.... - próbuje zakończyć Mike. - Proszę się nie rozłączać. Proszę zostać na linii, pana telefon został namierzony i możliwe, że będzie pan musiał zgłosić się do nas na dalsze przesłuchania. - Nie rozumie pan... - To ty nie rozumiesz, musisz siedzieć przy tym telefonie, chyba, że chcesz zostać oskarżony o utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości!
Przerażony Mike chciał oddać telefon przełożonemu, jednak oficer Clarke nie dał się zbyć. Postanowił jeszcze bardziej nastraszyć telemarketera. Nakazał kolegom policjantom zadzwonić do departamentu policji i poinformować, że Mike może mieć związek z morderstwem i napadem z bronią w ręku. Bardzo - naprawdę bardzo - współczujemy telemarketerowi. Oczywiście Clarke nie przerwał przesłuchania. Pytał, czy Mike zna zamordowanego, czy kiedykolwiek był w jego mieszkaniu. Oczywiście usłyszał: nie!
Najbardziej podobało nam się jedno z ostatnich pytań. - Jak pan zapewne wie - powiedział oficer - pan Mabe był homoseksualistą. (...) Nie chciałbym pana zawstydzać, ale: czy był pan jego kochankiem? Czy można sobie wyobrazić gorszy dzień w pracy? Posłuchajcie :
Oczywiście, żal nam zastraszonego Mike'a. Z drugiej strony: nie dziwimy się, że niektórych ludzi denerwują natrętni telemarketerzy. Tom Mabe, który podczas rozmowy udawał oficera prowadzącego śledztwo w sprawie swojej własnej śmierci, musiał być naprawdę bardzo wkurzony...