Jaroslava Trojanova i Jaroslava Cermakowa urodziły swoje córki w grudniu, w tym samym szpitalu na południu Czech. Tuż po narodzinach nieuważne pielęgniarki zamieniły dziewczynki. Pomyłka wyszła na jaw kilka tygodni temu, dzięki dociekliwości jednego z ojców. Partner Trojanovej, Jan Broza, zaczął coś podejrzewać, bo on i matka dziecka mają ciemne włosy. A córeczka była blondynką.
Rodzice zdecydowali się na testy DNA . Okazało się, że Broza nie jest ojcem dziewczynki. To go poważnie zdenerwowało - dopóki nie wyszło na jaw, że również Jaroslava Trojanova nie jest spokrewniona z własną córką.
Okazało się, że Cermakova i jej mąż Jan wychowują Weronikę, która jest biologiczną córką Trojanovej. A dziecko Trojanovej, mała Nikola, to biologiczna córka państwa Cermakov. Po pierwszym spotkaniu, matki ustaliły, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem ponownie zamienią się dziećmi . Miejscowy sąd uznał, że nie ma potrzeby ponownego wydawania aktów urodzenia, a rodziny powinny po prostu wymienić się córkami.
Kilka dni temu kobiety stwierdziły, że nie są w stanie oddać dziewczynek, które wychowywały od miesięcy. - Wychowuję ją od roku, jak mogłabym patrzeć na nią jak na dziecko kogoś innego? - mówi Trojanova. - Nie oddam Weroniki, kocham ją i jest moją córką - wtóruje jej Cermakova. Rodzice postanowili, że będą wychowywać dziewczynki razem, "jak jedna wielka rodzina".
ZOBACZ: Jeszcze więcej Deseru w Deserze!