- Nawet się nie zorientowałem, że przez ponad ćwierć wieku byłem żywą reklamą . Prawda wyszła na jaw, kiedy pojechałem do Tajlandii. Barman w którymś z barów na plaży zapytał mnie, dlaczego mam wytatuowane "Coca Cola" na piersi - opowiadał Mattingley gazecie "The Sun". - Myślałem, że to żart, a to była prawda - dodał.
O zrobienie wzoru pod tatuaż Vince poprosił kelnera w zaprzyjaźnionej chińskiej knajpie. - Musieli się później ze mnie nieźle nabijać - samokrytycznie przyznał Mattingley. A my przypominamy : robienie sobie chińskich tatuaży, jest bardzo, BARDZO ryzykowne...