Wszystko zaczęło się wczoraj rano. Wtedy mieszkaniec wsi pod Piotrkowem powiadomił policję o kradzieży zaparkowanego w garażu auta i zniknięciu syna. Podejrzewał porwanie . Policjanci wszczęli poszukiwania.
Po kilku godzinach ojcu udało się dodzwonić do chłopaka. Okazało się, że 12-latek wstał o północy, zabrał z domu samochód i pieniądze i wyruszył w podróż do kolegi mieszkającego w okolicach Białegostoku .
Wystraszony telefonem ojca chłopiec zrezygnował z dalszej jazdy. Policja odnalazła go 350 km od domu . Nastolatek był cały i zdrowy, ale nie chcielibyśmy być w jego skórze, gdy doszło do pierwszego po wyprawie spotkania z rodzicami...