- Telemarketer? Może miał zły dzień, ale i tak mam nadzieję, że oberwie za to, co zrobił! - opowiada Kevin LaFata. LaFata jest biznesmenem, prowadzi interesy w Europie. Ma też poważne ubytki słuchu . - Przez tę wadę czasami mam problemy z rozmowami telefonicznymi. Ciężko mi zrozumieć rozmówcę, zwłaszcza, jeżeli ma obcy akcent lub mówi niewyraźnie - mówi LaFata.
Do biznesmena zadzwonił ostatnio telemarketer z firmy zajmującej się reklamami internetowymi. Oto, jak wyglądała ich konwersacja.
Telemarketer: Dzień dobry, czy mógłbym rozmawiać z osobą, która jest właścicielem firmy, reklamującej się w Google'u? LaFata: Tak, to ja Telemarketer: O, to pan? LaFata: Tak. Telemarketer: Ale mam szczęście! To pan osobiście odbiera telefony? LaFata: Oczywiście. Dlaczego nie? Telemarketer: Reprezentuję firmę z siedzibą w Anglii. Mamy biuro w Miami, w Stanach, które nazywa się "Blueprint web marketing". Jesteśmy wiodącą firmą, zajmującą się reklamami Google'a, którymi również pan się reklamuje. LaFata: OK... Telemarketer: Taaak. Pana ogłoszenia ukazywały się w europejskim Google'u. Czy robi pan jakieś interesy w Europie? LaFata: Tak, całkiem spore Telemarketer (zdziwiony): Naprawdę? Ale jakie? Przecież pańska firma jest w Stanach! LaFata: Przepraszam, a jakie było pytanie? Telemarketer (głośniej): Ale większość interesów robi pan w Stanach? LaFata: Słucham? Przepraszam, mam trudności ze zrozumieniem... Telemarketer (po pauzie): Przepraszam, czy pan mówi po angielsku? LaFata: Tak... Telemarketer (zdenerwowany): Nie no, to było bardzo niegrzeczne! Myślałem, że w Ameryce mówicie po angielsku! LaFata: Tak, oczywiście. Przepraszam, połączenie jest bardzo złej jakości... Telemarketer (przerywa, wściekły): W porządku, w porządku... Myślę, że jest pan głupi jak sam George Bush! (rzuca słuchawką) LaFata (zdziwiony): O Boże!