Steve Flaig został oddany do adopcji jako małe dziecko. Po latach postanowił odnaleźć swoją biologiczną matkę. Udało mu się zdobyć jej imię i nazwisko.
Cztery lata poszukiwań nie przyniosły żadnych rezultatów. Wtedy Flaig zdał sobie sprawę, iż w internetową wyszukiwarkę wpisywał złe nazwisko. Pomylił jedną literę.
Gdy wstukał w komputer poprawne dane, natrafił na ślad matki. Okazało się, że kobieta, której poszukiwał od lat mieszka bardzo blisko miejsca pracy Steve'a. - Prawdopodobnie widziałem ją w sklepie i nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to moja matka - pomyślał wtedy.
Steve opowiedział o swych poszukiwaniach koledze z pracy. Podał mu nazwisko matki. - Nazywa się Chris Tallady? Tak, jak nasza kasjerka ? - spytał zdziwiony współpracownik.
Flaig porównał znaleziony adres z adresem pracownicy sklepu. Zgadzały się. Steve nie wiedział, jak wyznać matce prawdę. Postanowił czekać.
W końcu pracownik agencji adopcyjnej zgodził się powiedzieć Chris co się stało z chłopcem, którego oddała do adopcji 22 lata temu. Kobieta była w szoku . Przez 8 miesięcy spotykała w pracy swojego syna i zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy.
- Jest dobrym człowiekiem - powiedziała Tallady dziennikarzom. - Miałam nadzieję, że wyrośnie na dobrego człowieka.
- Chciałabym poznać jego rodziców - dodała. Tallady ma jeszcze dwójkę dzieci. Święta planuje spędzić z rodziną Steve'a.