Do wypadku doszło 7 grudnia. 37-letni Moreno spadł z wysokości niemal dwustu metrów , kiedy przygotowywał się do mycia okien w nowojorskim wieżowcu. Mężczyzna przeżył, bo w ostatniej chwili złapał się podestu, który odczepił się od ściany budynku. Platforma zadziałała jak spadochron i spowolniła upadek.
- Stan naszego pacjenta poprawia się w zadziwiającym tempie - ogłosili wczoraj lekarze. Alcides może poruszać wszystkim kończynami, oddycha samodzielnie i rozmawia z rodziną. Żona mężczyzny płakała, kiedy dziękowała za opiekę nad mężem. - Dziękuję Bogu za ten cud! - powtarzała.
Dyrektor szpitala, Herbert Pardes podkreślił, że tuż po wypadku stan Moreno był "katastrofalny". - Jego nogi i ręka były złamane w kilku miejscach, miał poważne urazy klatki piersiowej, podbrzusza i kręgosłupa, bardzo mocno krwawił - mówił Pardes. Było tak źle, że pierwszą operacje lekarze przeprowadzili w zwykłej sali szpitalnej. - Baliśmy się przewozić go do sali operacyjnej. Najmniejszy wstrząs mógł do zabić - stwierdził Pardes.
Mimo to, stan Alcidesa poprawiał się błyskawicznie. - Jeżeli wierzycie w cuda... to z pewnością jest cud! - podsumował chirurg, który go operował.
Rosario Moreno powiedziała, że jej mąż był przytomny w trakcie upadku , ale niewiele pamięta. - Kiedy był podłączony do aparatury i nie mógł mówić, dotykał mojej twarzy i włosów. Pewnego dnia dotknął jednej z pielęgniarek. Od razu wiedziałam, że jest z nim lepiej - dodała.