Zaczęło się tak: na posterunek policji w Pretorii wbiegł roztrzęsiony, 25-letni mężczyzna. Twierdził, iż członkowie gangu przystawili mu pistolet do głowy i zażądali telefonu komórkowego.
25-latek szczegółowo zrelacjonował całe zdarzenie, po czym opisał skradziony telefon. Pod koniec rozmowy, jeden z policjantów wykręcił numer komórki rzekomo zabranej przez członków gangu.
W tym momencie wszyscy usłyszeli dzwonek, który dobiegał z... kieszeni "poszkodowanego" . - Mężczyzna był w szoku. Przez kilka minut się nie odzywał - powiedział przedstawiciel policji w Pretorii, Eugene Opperaman.
25-latek próbował jednak wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Powiedział detektywom, że... podał zły numer telefonu . Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego w kieszeni ma komórkę z dokładnie tym numerem, który rzekomo podał przez pomyłkę. I najważniejsze: czy to zbieg okoliczności, że telefon, który zadzwonił to dokładnie ten sam model, który ponoć skradziono?
Mężczyzna został aresztowany za składanie fałszywych zeznań. Obwołano go także najgłupszym przestępcą roku. W sumie - nic dziwnego.