16-letni organizator imprezy na 500 osób: Nie żałuję!

Australijczyk, który pod nieobecność rodziców urządził imprezę na 500 osób, udzielił krótkiego wywiadu w telewizji. Dowiedzieliśmy się m.in., że 16-letni Corey Delaney pamiętnego dnia bawił się świetnie. I nie chciał przed kamerą przepraszać sąsiadów za zniszczenie ich samochodów.  
Fot. za break.com

Co się działo na słynnej imprezie? Cześć imprezowiczów wyszła na ulicę i bawiła się na sąsiednich posesjach. Pijany tłum uspokajało kilkudziesięciu policjantów. Przybył także oddział z psami i... policyjny helikopter! Jak skomentował chłopak, sytuacja nieco "wymknęła się spod kontroli".

Co na to Twoi rodzice? - spytała dziennikarka. - Nie wiem, jeszcze z nimi nie rozmawiałem. Jak dzwonią, nie odbieram telefonu - powiedział. Spytany, co powie, gdy w końcu zobaczy się z rodzicami, odpowiedział: - Aaa... przepraszam. No cóż, nie brzmiało to zbyt przekonująco.

Gdy dziennikarka zaproponowała, by chłopak zdjął okulary i przed kamerą przeprosił rodziców i sąsiadów, ten odparł, że... może powiedzieć "przepraszam", ale okularów ściągać nie zamierza. Tak więc sąsiedzi oficjalnych przeprosin nie doczekali, rodzice także nie usłyszeli słowa skruchy.

A co Corey poradziłłby innym młodym ludziom, którzy myślą o urządzeniu imprezy pod nieobecność rodziców? - Niech poproszą mnie, bym zorganizował ją za nich. Dziennikarka nie kryła zdziwienia. Liczyła, że nakłoni chłopaka do skruchy i rad w stylu: "Nie róbcie tego pod żadnym pozorem !". Nie udało się.

Corey zapewnił, że nie ma zamiaru nikomu odradzać zapraszania znajomych, gdy rodziców nie ma domu. - To była najlepsza impreza, na jakiej byłem - zakończył.

Więcej o: