Urmatov mieszka w małej miejscowości niedaleko miasta Barnał. - Coś go obudziło - powiedziała agencji Reuters siostra Urmatova, Marina. - To było jak eksplozja. Rano, niedaleko zagrody z owcami zobaczył kawałek metalu - dodała. Odłamek długości ok. 3 metrów rozbił się tuż obok toalety znajdującej się na podwórzu.
Wieś Kirlik w której Urmatow mieszka, ma nieszczęście znajdować się pod trasą lotów rakiet startujących z kosmodromu Bajkonur w pobliskim Kazachstanie. Mieszkańcy tej i okolicznych wsi nie są szczególnie poruszeni przypadkiem Urmatowa: - fragmenty statków kosmicznych regularnie tutaj spadają. Czasami są to elementy silników, innym razem kawałki poszycia - mówią niewzruszeni. Bardzo często są tutaj ekipy badające te odłamki.
- Technicznie rzecz biorąc te części powinny od rakiety odpaść . Tak to funkcjonuje - mówi rzecznik prasowy rosyjskiej agencji lotów kosmicznych Roskosmos Alexander Vorobyov. I dodaje: - Jeśli sąd stwierdzi, że to, co spadło na posiadłość pana Urmatowa, to faktycznie są odłamki rakiety, to oczywiście dostanie on odszkodowanie . Jesteśmy praworządnym państwem.
Jednak jak donosi gazeta "Izwiestia" Roskosmos tylko raz wypłacił rekompensatę w podobnej sprawie. W roku 2001 10 tys. rubli otrzymał mężczyzna, który znalazł się w podobnej sytuacji jak pan Boris - fragmenty rakiety rozbiły się na jego posesji. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, zdarzało się, że samozwańczy poszkodowani sami zaciągali odłamki na swoje posesje, aby wyłudzić pieniądze.
Agencja twierdzi, że przez 50 lat swojej działalności zawsze ostrzegała mieszkańców zagrożonych obszarów. Po takim ostrzeżeniu nikomu nie wolno przebywać w kilku specjalnie wyznaczonych, niebezpiecznych w trakcie startu strefach.
Jest to drugie w ciągu kilku dni doniesienie o spadających z nieba tajemniczych obiektach. Oby to nie był nie początek epidemii...