Wojsko Jej Królewskiej Mości powinno zabrać się za swoich żołnierzy, bo niedługo nie zostanie im ani jeden komputer.
Niedawno ujawniona historia z 1 kwietnia jest jednocześnie śmieszna i straszna . Nieznany z imienia ani nazwiska kapitan wyszedł ze swojego biura w ministerstwie obrony na lunch do pobliskiego fast foodu. Gdy zasiadł do Big Maca, położył swojego laptopa pod krzesłem. Większa zachęta dla potencjalnego złodzieja nie była potrzebna. Po skończeniu jedzenie oficer spostrzegł, że jego warty 1000 funtów komputer został ukradziony.
Wywołało to prawdziwą panikę w ministerstwie. Zablokowanie komputera służbom informatycznym zajęło około 2 godzin. Na szczęście, laptop nie zawierał żadnych istotnych informacji . A gdyby nawet zawierał, to według wojskowych złodziej nie byłby w stanie się do nich dostać bez znajomości haseł .
Nie jest to pierwszy przypadek tego typu w brytyjskim ministerstwie obrony. W lutym media donosiły o laptopie skradzionym też przez nieuwagę właściciela. Wtedy sprawa była poważniejsza - dyski komputera zawierały szczegółowe dane różnego typu o prawie 200 osobach. Okazuje się, że przez ostatnie 10 lat ministerstwo obrony straciło w podobny sposób ponad 500 komputerów.
- Okradziony kapitan dostał naganę . Na szczęście do jego komputera nie można się dostać, więc nie ma zagrożenia. Mimo to cała historia jest mocno zawstydzająca - komentuje przedstawiciel ministerstwa.