Mężczyzna majsterkował z przyjacielem na podwórzu. Nagle przewód pistoletu do gwoździ zaplątał się i pistolet przypadkowo wystrzelił.
- Przyjaciel zapytał mnie: "Czy wiesz, gdzie podział się ten gwóźdź?". Odpowiedziałem, że nie. I gwoździa nie szukaliśmy - opowiadał Chandler. A szkoda, bo gwóźdź był w zaskakującym miejscu...
Dopiero po kilku chwilach, Chandler powiedział przyjacielowi, że poczuł nieprzyjemne ukłucie na głowie. - Jakby mnie coś użądliło - mówił pechowy majsterkowicz. - Sprawdziliśmy zatem ostatnie miejsce, w którym mógł podziać się gwóźdź. Moją głowę - relacjonował George.
Po dokonaniu odkrycia panowie natychmiast wezwali karetkę. W usunięciu groźnego przedmiotu pomogło Amerykaninowi nie tylko wielkie szczęście, ale także młotek. Stan pechowca jest stabilny, ba, George przyznaje, że "ma się całkiem nieźle i że jest wielkim szczęściarzem".
Na przyszłość radzimy jednak wcześniej rozpoczynać poszukiwania zaginionych gwoździ.