Przed roboczym lunchem Bush był w wyjątkowo dobrym humorze. W pewnym momencie objął ramieniem prezydenta Nigerii i radośnie powiedział: "Jesteś dobrym facetem. Jesteś dobrym gościem". Widocznie uznał, że trochę afirmacji nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
Później wciąż radosny Bush przesunął palcem poniżej nosa i krzyknął do Harpera: "Joł Harper! To prezydent Nigerii!". Ale to jeszcze nie koniec. Prezydent postanowił bowiem poświęcić chwilę na analizę stosunków izraelsko-libijskich.
- Syria musi sprawić, żeby Hezbollah przestał babrać się w tym g... i wtedy się skończy - stwierdził w rozmowie z Blairem. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej skomplikowane sprawy najlepiej jest wyjaśniać najprostszymi słowami. Na koniec padło ostatnie "Joł". - Joł Blair, co porabiasz? Wychodzisz? - zapytał Bush.